środa, 25 września 2013

58. O patrz, nie ma jej, zniknęła.

- No w końcu jesteście.
- Mamo, spóźniliśmy się tylko dziesięć minut.- zaśmiałam się.
- Wiesz, ze jestem niecierpliwa.- odparła.- No. W końcu mogę osobiście poznać mojego przyszłego zięcia.- podeszła do Marcela.
- Mamo, proszę.- westchnęłam zażenowana.
- Heidi nie marudź. Lepiej idź tacie pomóc.
Zaśmiałam się pod nosem i poszłam do staruszka, zostawiając Marcela na pastwę losu. Tata stał w kuchni przed szafką z dwoma butelkami wina.
- Czerwone.- powiedziałam podchodząc do niego.
- Kto to się zjawił. Mama już myślała, że nie przyjdziecie.
- Jak to mama. Najlepiej by było, gdybyśmy przyszli godzinę wcześniej.
- Mógłbym tak tutaj z tobą gadać, ale muszę poznać tego twojego chłopaka.- objął mnie ramieniem i poszliśmy do salonu.
Usiadłam obok Marcela i mama zaczęła zasypywać nas pytaniami typu "co u was słychać?" "jak tam wam się razem mieszka?"
- A może planujecie sobie.... jakiegoś....
- Nie mamo, nie planujemy na razie dziecka.- wtrąciłam.
- No, ale czemu?
- Mamo, daj spokój. Jeśli będę w ciąży to ci powiem, ale jeszcze mamy czas na dziecko.
Siedzieliśmy u nich do siedemnastej. Moja cudowna mamusia musiała mnie trochę ośmieszyć przed Marcelem, ale chyba każdy przez to przechodzi, kiedy chce przedstawić swoją drugą połówkę rodzicom. Na szczęście mój staruszek to nie typowy tata i nie brał Marcela na tajemniczą rozmowę, w której grozi mu, że jeśli mnie skrzywdzi to go wykastruje.
- Twoi rodzice są naprawdę fajni.- oznajmił, kiedy wracaliśmy do domu.
- To samo mogę powiedzieć o twoich. Zdążyłam ich dobrze poznać na Ibizie.- uśmiechnęłam się.
Nie śpieszyliśmy się w drodze powrotnej. Mieliśmy jeszcze kilka godzin do przyjścia Piszczków. Urządziliśmy sobie krótki spacer po Dortmundzie.
- Dawno nigdzie razem nie wychodziliśmy.- odezwałam się.
- Niestety. Dlatego jutro zabieram cię na kolację. W końcu musimy naprawdę uczcić naszą rocznicę.
- A ty przypadkiem nie powinieneś odpoczywać?
- Na starość po odpoczywam. Musimy się wyszaleć dopóki jesteśmy młodzi.- zaśmiał się.
W domu byliśmy kilka minut przed czasem. Usiedliśmy sobie na kanapie i włączyliśmy telewizor.
Dochodziła już prawie dwudziesta, kiedy zadzwonił mi telefon.
- Halo?- odebrałam.
- No gdzie wy jesteście?- zapytała Zuza.
- No czekamy na was.
- No nie ma was. Przecież już dobre dziesięć minut dzwonię i pukam, ale nikt nie otwiera.
- Jak to nikt nie otwiera? Przecież siedzimy w salonie. Nie słyszałam, żeby ktoś pukał albo dzwonił.
 Marcel napisał coś na swoim telefonie i podsunął mi go pod nos.
"Zapytaj gdzie oni są. Mówiłaś jej, że się do mnie przeprowadzasz? Pewnie myśli, że jesteśmy u ciebie" 
- Wy jesteście pod moim domem?- zapytałam.
- No tak, przecież zawsze tam siedzicie.- odparła trochę zaskoczona moim pytaniem.
- To się nie dziwię, ze nikt nie otwiera. Wczoraj przeprowadziłam się do Marcela.- wyjaśniłam.
- I teraz mi to mówisz?- zaśmiała się.- Zaraz tam będziemy.- oznajmiła i rozłączyła się.
Po dziesięciu minutach zjawili się Piszczkowie.
- To kiedy zamierzałaś mi powiedzieć, że mieszkacie razem?- wypaliła Zuza.
- Byłam pewna, ze Hannah już to zrobiła.- tłumaczyłam się.
- Nie zrobiła.
- A co was do nas sprowadza, że aż musieliście się zapowiedzieć?- wtrącił Marcel.
- Chcieliśmy wam coś wręczyć.- odparł Łukasz.
Zuza zaczęła grzebać w torbie. Po dłuższej chwili wyciągnęła białą kopertę i podała ją mi.
- Nie wiedziałam czy dać wam oddzielne zaproszenia, czy jedno wspólne. Ale wywnioskowałam, ze i tak przyjdziecie razem, a papier trzeba oszczędzać.- zaśmiała się.
- Czyli macie już za niecały miesiąc bierzecie ślub?- upewniłam się.
- Tak. I hotel w Polsce macie już opłacony.- oświadczył Łukasz.
- Nie musieliście.
- Musieliśmy Heidi. O gości trzeba dbać.
Nie ważne, że praktycznie nic nie zrozumiem z samej ceremonii. Najważniejsze, że mogę w tym uczestniczyć.
- Już nie mogę się doczekać.- przyznałam.
- My też.- powiedział Łukasz łapiąc Zuzę za rękę.
- Przepraszam, ale musimy się zbierać. Za piętnaści minut musimy być u Hannah.
- Rozumiem, teraz cały szał z zapraszaniem gości i w ogóle. A kiedy wyjeżdżacie do Polski?
- Kilka dni przed świętami. A wy oczywiście jesteście zaproszeni na wieczór panieński i kawalerski.- oznajmił Łukasz.- więc możecie przylecieć dwa dni wcześniej. Oczywiście jeśli macie czas.
- Jasne. Będziemy. Nie moglibyśmy przegapić takiej okazji.- odpowiedziałam od razu.
- To super. My już na serio lecimy. Do zobaczenia.- pożegnali się i wyszli.
Chwilę siedzieliśmy sobie rozmawiając o ślubie. Głównie ja mówiłam, a MArcel tylko przytakiwał.
- Idę się trochę przewietrzyć, idziesz ze mną?
- Innym razem, głowa mnie rozbolała, chyba za dużo gadałam.
- To może zostanę z tobą.
- Coś ty. Idź. Prześpię się trochę i mi przejdzie. Nie przejmuj się.- zapewniłam go.- Naprawdę to nic takiego. Idź już.- zaśmiałam się.
- Ale jakby coś się działo to dzwoń.- zarządził i mnie pocałował.
- Jesteś nadopiekuńczy kochanie.
Marcel wyszedł, a ja wygodnie ułożyłam się na kanapie i próbowałam zasnąć.
- Chyba jednak udało się zasnąć.- powiedziałam sama do siebie.
Obudziło mnie natarczywe pukanie do drzwi. W pierwszej chwili pomyślałam, że to Marcel zapomniał kluczy. Ale przecież sam zamykał dom. Przetarłam zaspane oczy i poszłam otworzyć drzwi.
- Mats?- zdziwiłam się.- Co ty tutaj robisz? Marcela nie ma.
- Przyszedłem do ciebie.- zaśmiał się nerwowo.
- To zapraszam. Napijesz się czegoś?
- Nie dzięki, wpadłem tylko na chwilę.- odparł.
- Wszystko okej? Jesteś jakiś zdenerwowany.- zauważyłam.
- Nic takiego.
- Wiesz, ze mi możesz powiedzieć wszystko braciszku?- puściłam mu oczko.
- Mam taką nadzieję.- mruknął pod nosem.
Udałam, że nie słyszałam, bo chyba nie miałam tego słyszeć. Rozsiadłam się na kanapie, obok Matsa i czekałam, aż coś powie.
- A gdzie poszedł Schmelle?
- Wyszedł na spacer jakieś pół godziny temu.- odparłam.- A skąd wiesz, ze u niego mieszkam?
- Pochwalił mi się ostatnio.- uśmiechnął się.
Zapadła jakaś dziwnie długa, niezręczna i krępująca cisza.
- Jestem tak...- zaczął patrząc mi w oczy.- Tak beznadziejnie w tobie zakochany.- wypalił nagle.
Siedziałam wrośnięta w kanapę, a wszystko wokół mnie wirowało, nawet moja krew i kości. Nabrałam powietrza, jakbym była pierwszym człowiekiem, który nauczył się latać, jakbym wdychała ten rodzaj tlenu, który znajduje się tylko w chmurach i robię co w mojej mocy, ale nie wiem, jak powstrzymać ciało od reakcji na jego słowa, na ból w jego głosie.
Dotknął mojego policzka.
Delikatnie, tak delikatnie jakby nie był pewien czy istnieję naprawdę, jakby się bał że jeśli znajdzie się za blisko, to po prostu, "o patrz, nie ma jej, zniknęła".
- Mówiłeś... Mówiłeś, że będziemy się przyjaźnić.
- Tak.- odpowiedział, przełykając ślinę.- Tak mówiłem. Chcę, chcę być twoim przyjacielem.- Pokręcił głową, a ja zarejestrowałam każdy nieznaczny ruch powietrza między nami.- Chcę być twoim przyjacielem, w którym się beznadziejnie zakochasz. Tym, którego weźmiesz w ramiona i do swojego osobistego świata w swojej głowie. Takim przyjacielem chcę być.- oznajmił.- Takim, który zapamięta rzeczy, które mówisz, i kształt twoich ust, kiedy je mówisz. Chcę znać każdą krzywiznę, każdy pieg, każde drżenie twojego ciała Heidi...
- Nie.- przerwałam mu.- Nie... nie mów t-tak...
- Nie mogę tego ukrywać.- tłumaczy.- To dusi mnie od środka. Wiem, że nie mam szans, bo masz Marcela i to jego kochasz, ale chciałem żebyś wiedziała.
Dokładnie w tym momencie, ze zdwojoną siłą, uderza mnie wspomnienie, kiedy Han wypytywała mnie o Matsa. Ona wiedziała. Wiedziała o tym wszystkim i nic mi nie powiedziała. A teraz ja siedzę obok Hummelsa i jak głupia wpatruję się w niego z przerażeniem, szokiem i milionem innych emocji wypisanymi na twarzy, zupełnie nie wiedząc co mu odpowiedzieć.
- Chyba lepiej będzie jeśli już pójdę.- szepnął i ruszył do wyjścia.
Powinnam go zatrzymać. Powiedzieć, że nie jestem na niego zła, że mi to powiedział. Nie mogę. Nie mogę się ruszyć. Czuję się jakby ktoś potraktował mnie paralizatorem. W gardle mam wielką gulę, przez którą nie mogę wypowiedzieć żadnego zdania, słowa, litery.
Ze zdenerwowania mnie mdli, a kiedy odzyskuję mowę, jego już nie ma.
- Wpakowałam się w jeden wielki kanał.- mruknęłam pod nosem.
~*~
w końcu napisałam *-* osobiście jestem z niego nawet zadowolona :3 mam nadzieję, że wam też się podoba :> Jeśli tak to liczę na komentarze ♥
jeśli macie twittera to śmiało,piszcie do mnie :3 ja nie gryzę ♥ (https://twitter.com/szesnastka_bicz)
i zapraszam na trzeci rozdział -> http://our-coloring-book.blogspot.com/

tyle perfekcji w jednym gifie *-* ♥

piątek, 13 września 2013

57. Nie jestem zły, tylko zszokowany.

- To zadzwoń do siostry, że może się pakować. A my zaczniemy, kiedy wrócę z Han od lekarza.- oznajmiłam chowając telefon do kieszeni.
- A to Marco z nią nie idzie?
- Marco, mój drogi, ma trening. Nie wszyscy mogą całe dnie leżeć tak jak ty.- pokazałam mu język.
- Jakoś szczególnie nie narzekasz kochanie.- puścił mi oczko.
- Mógłbyś iść się zorientować co z tą rehabilitacją, bo ci się tłuszczyk gromadzi. Chyba ktoś się za bardzo rozleniwił.
- Jesteś straszna.- zaśmiał się.
- Jakoś szczególnie nie narzekasz kochanie.- przedrzeźniałam go.
- I do tego złośliwa.- dodał kiedy wychodziłam.
Hannah już czekała przed domem. Przywitałyśmy się i wsiadłyśmy do samochodu mojej przyjaciółki.
- Jak się czujesz?- zapytałam.
- Nie jest źle, ale mogło być lepiej. Wiesz, za lekki to on nie jest.- uśmiechnęła się.
- Na kiedy masz termin?
- Równo za dwa miesiące. Zaczynam się bać.- przyznała.
- A macie już imię? Bo z tego co wiem, to to które wymyślił Reus jest... jak by to określić...
- Głupie.
- Właśnie tak. Trafiłaś w dziesiątkę.
- Jeszcze o tym nie rozmawialiśmy, ale w końcu muszę zburzyć jego marzenia o nazwaniu naszego syna Marco Junior.
- Skoro Reus tak chce, żeby wasz syn miał imię związane z nim to nazwijcie go Mark.- zaproponowałam.
- To nie jest taki zły pomysł. Jesteśmy.
- Dzisiaj przeprowadzam się do Marcela.- oznajmiłam, kiedy szłyśmy korytarzem.
- Co? Już?
- Wcale nie 'już'- zaśmiałam się.- Mieliśmy się tym zająć prawie pół roku temu.
- Ej no, będę za tobą tęskniła.- uśmiechnęła się.
- Przecież nie wyprowadzam się z Dortmundu! To tylko kilka ulic.
- Niby tak, ale zawsze miałam cie przy sobie, a teraz to już w ogóle nie będziesz miała dla mnie czasu, bo będziesz miała Marcela dwadzieścia cztery godziny na dobę.
- Chciałabym, ale przecież drużyna czeka. Pewnie całe dnie będzie spędzał na wracaniu do formy. No a później już rutyna treningi, mecze, wyjazdy, mecze i tak w kółko.
Nie miałyśmy już okazji, żeby skończyć naszą rozmowę, bo Han weszła do gabinetu. Tym razem zostałam w poczekalni. Po prawie półgodzinnych badaniach moja przyjaciółka wyszła uśmiechnięta. W drodze do samochodu opowiedziała mi wszystko co powiedziała jej pani doktor.
- Wjedziemy na chwilę do szefa?
- Wysłałam mu kilka zdjęć z Ibizy i chciałam się upewnić czy na pewno doszły.
- To przy okazji oddam mu filmik, który ostatnio udało mi się nagrać.- powiedziała pokazując pedrivea.- zawożę mu to już prawie tydzień.

- A jak tam ci się układa z Matsem?- zapytała, kiedy siedziałyśmy u mnie.
- Co to za pytanie?- zdziwiłam się.
- Tak pytam, no wiesz to w końcu twój były.
- Od roku tak samo. Przyjaźnimy się. Nie traktuję go jak mojego ex. Jest dla mnie jak brat.- wyjaśniłam.
- To dobrze, że się przyjaźnicie.
- Han, o co ci chodzi? Nigdy mnie o niego nie wypytywałaś. Coś się stało?
- Naprawdę, tak tylko pytam.- upewniała mnie.- A co byś zrobiła gdyby nagle powiedział, ze ciągle coś do ciebie czuje?- zaśmiała się.- Wiem, ze to niedorzeczne, ale gdyby?
- Uznam, ze zachowujesz się tak przez ciążę.- odparłam.- Nie wiem co bym zrobiła. Nie mam pojęcia, ale raczej nic by z tego nie było. Przecież rozstaliśmy się po to, żebym mogła być z Marcelem. Poza tym Mats nic do mnie nie czuje.- wyjaśniłam.
- Tego moja kochana nie wiesz.- puściła mi oczko.
- Dobra skończmy ten temat co?- zaproponowałam lekko zirytowana.
- Jasne, a gdzie masz Marcela?
- Coś tam mówił, że wychodzi gdzieś z Hummelsem.
- Chyba będę się powoli zbierała, musisz się pakować i w ogóle.
- Ja wiem, ze ci się do Reusa śpieszy.
- Może i tak. Lecę pa.
Zamknęłam za nią drzwi i zaczęłam pakowanie. Kiedy byłam mniej więcej w połowie, w domu pojawił się Schmelzer.
- Widzę,ze dobrze ci idzie.- pocałował mnie w policzek.
- Bardzo.- powiedziałam z sarkazmem.- Dopiero połowa za mną.
- Nie jest tak źle.- uśmiechnął się.
- A wy co tam ciekawego robiliście?
- To co zawsze, głównie gadaliśmy. Dość często temat schodził na ciebie.- przytulił mnie.
- Wszyscy mnie kochają.- zaśmiałam się.
- Najwidoczniej, ale ja najbardziej.
- To było naprawdę słodkie, ale przeszkadzasz mi w pakowaniu.- zauważyłam.
- Widzę, że bardzo ci się śpieszy, że by się do mnie przeprowadzić.
- O niczym innym nie marzę.- pocałowałam go.- Może lepiej idź posprzątać?- zaśmiałam się.
- Nie muszę, ostatnimi czasy mnie tam nie było, więc na pewno jest czysto.- oświadczył.- Telefon ci dzwoni.
- Odbierz. Leży na łóżku.
Blondyn rozsiadł się na łóżku i odebrał, a ja dalej pakowałam ubrania. Nigdy nie myślałam, że aż tyle tego mam. Najpróżniejsze spodenki, rurki, bluzy, swetry, kamizelki... Mogłabym tak wymieniać kilka dni. Znając życie pewnie w połowie jeszcze nie chodziłam.
- Zuza dzwoniła.- Marcel przerwał moje rozmyślania.
- I co chciała?
- Poczekaj bo znowu ktoś dzwoni. Halo? Witam piękną mamę mojej dziewczyny. Tak, już jest dobrze, a co u państwa słychać? To wspaniale. Tak Heidi jest tutaj, ale się pakuje. Nie, nie po prostu przeprowadza się do mnie, tak będziemy mieszkać razem. Z przyjemnością.
Ja miałam się pakować tak? Coś mi nie idzie. Wolę gapić się jak głupia na Marcela, który chyba złapał wspólny język z moją mamą. Chyba nawet tata się z nią nie dogaduje.
Ten.
        Facet.
                   Jest.
                           Idealny.
Już wiem, ze mama go polubiła. Mimo, że chyba ani razu się jeszcze nie widzieli. Ale już zdążyłam jej strasznie dużo o nim opowiedzieć.
- Dobrze, to ja zadzwonię do rodziców i zaraz dam pani znać. To do usłyszenia.- rozłączył się.
- Mogę o coś zapytać?
- Za chwilkę kochanie. Daj mi dziesięć minut i będziemy mogli porozmawiać.- oznajmił i wyciągnął z kieszeni swój telefon.- Tak przy okazji masz bardzo ładną tapetę.- uśmiechnął się.- No hej tato. Masz gdzieś przy sobie mamę...
Widzę, ze jak na razie nie mam szans, żeby z nim porozmawiać, bo jest zbyt zajęty rozmową z naszymi rodzicami. Kto by pomyślał. Akurat kończyłam pakowanie, gdy się rozłączył.
- Mam złożyć podanie, żeby z tobą porozmawiać, czy już jesteś wolny?- zaśmiałam się.
- Dla ciebie zawsze mam czas.- usiadł obok mnie na podłodze.
- No przez ostatnią godzinę byłeś bardziej zajęty telefonowaniem.- udałam obrażoną.
- Czyli nie chcesz wiedzieć o czym rozmawiałem?
- Dobra, wiesz że jestem ciekawa, mów.
- No to tak. Zuza dzwoniła, żeby powiedzieć, że jutro z Łukaszem wpadną, bo mają sprawę. Twoja mama dzwoniła, żeby powiedzieć że zaprasza nas jutro na obiad. Przy okazji ustaliliśmy, że Wigilię spędzamy u twoich rodziców, a pierwszy dzień świąt u moich....... to chyba wszystko.
- Okej, a o której wpadną Piszczkowie?
- Wieczorem. Około dziewiętnastej, a u twoich rodziców mamy być o trzynastej.

- No, rzeczywiście masz tu czysto.- powiedziałam z sarkazmem.
Właśnie weszliśmy do mieszkania Marcela i naprawdę, choćbym chciała być super miła, nie mogłabym powiedzieć, że jest tutaj czysto.
- Leah!- zawołał.
Chwilę później po schodach zbiegła siostra blondyna w szlafroku.
- Siostrzyczko moja kochana, możesz mi wytłumaczyć co tutaj się stało?
- No wiesz, świętowaliśmy ze znajomymi ostatni sukces Borussii.
- A tak na serio?- zapytał unosząc brwi.
- Kolega miał urodziny i urządziliśmy mu imprezę.
- I to musiało się odbyć akurat tutaj?
- Tak jakoś wyszło, no nie złość się. Z tego co widzę to i tak zaraz się przeprowadzam.- stwierdziła z uśmiechem, patrząc na mnie.
- Nie jestem zły, tylko zszokowany. A przeprowadzisz się, jeśli pomożesz mi posprzątać.
- Niech ci będzie. Tak, w ogóle to cześć Heidi.
- No hej.- uśmiechnęłam się.- Może wam pomóc?- zaproponowałam.- Powinieneś się oszczędzać.
- Spokojnie. To nic takiego, poza tym mam pomoc. Możesz zanieść swoje rzeczy do sypialni.- A my zabieramy się za sprzątanie moja droga.- zwrócił się do siostry.
~*~
z góry przepraszam za błędy, ale jest już późno (00:15) i nie chce mi się ich sprawdzać xd
Widzę, że niektóre z was chcą, żeby Mats wyznał Heidi co do niej czuję ;D skoro tak to nad tym pomyślę, ale nic nie obiecuję, jeśli coś mi wpadnie to jakoś to rozwinę, a jeśli nie to Mats będzie to dusił w sobie ;D pożyjemy zobaczymy ;p
i zapraszam na 2 rozdział na http://our-coloring-book.blogspot.com/ ♥

do następnego misie, kocham was ♥

sobota, 7 września 2013

#informacja !

jako, że (aż) osiem na dziesięć osób chciało, żebym dodała pierwszy rozdział na nowym blogu, złamałam się i to zrobiłam :3


no to miłego czytania misiaczki, mam nadzieję, że się spodoba ♥


środa, 4 września 2013

56. No to pięknie się urządziłeś Hummels.

- Powinnaś już iść. Jesteś zmęczona.- uśmiechnął się.
- Nie.- ziewnęłam.
- Heidi mówię poważnie. Jest już grubo po pierwszej. Wyśpisz się i wrócisz.
- No ale, przecież...
- Heidi.- uniósł brew.- Idź już. Musisz odpocząć, bo z przemęczenia wylądujesz obok mnie.
- To bardzo kuszące.- zaśmiałam się.
Westchnął i chciał coś powiedzieć.
- Dobra, dobra idę. Skoro już szykujesz mi kazanie to idę.- uniosłam ręce w geście obronnym.
- Śpij dobrze. Kocham Cię.- pocałował mnie.
- Do zobaczenia.- wzięłam torebkę i wyszłam.
Nie śpieszyłam się, mimo iż byłam potwornie zmęczona, spacerowałam i rozmyślałam.
W łóżku leżałam dopiero przed trzecią. Postanowiłam zadzwonić do rodziców.
- Halo?
- Hej mamuś, co u was słychać?
- U nas nic nowego, mów lepiej jak tam u ciebie. Marcel się w końcu wybudził?
- Tak. Dzisiaj, właściwie wczoraj.- uśmiechnęłam się do siebie.
- Boże, to wspaniale! Ale wszystko jest w porządku?
- Tak tak, jutro lecimy do Dortmundu i tam Marcel będzie miał jeszcze rehabilitację.
- Już nie mogę się was doczekać, pozdrów Han i mojego przyszłego zięcia.

- No za ile będziecie?- przywitał mnie Marco, kiedy odebrałam.
- Też się cieszę, ze cię słyszę Reus.- powiedziałam z sarkazmem.
- Przecież wiem Misiaczku.- zaśmiał się.- To za ile będziecie? Bo my już jesteśmy gotowi.
- Mam nadzieję, ze nie zrobiłeś mi z domu pobojowiska.- wyszeptałam.- Bo cię utopię w wannie.
- Kochanie złość piękności szkodzi.
- Gdyby tak było, to przez ciebie nie mogłabym wychodzić z mieszkania.
- Powiesz mi w końcu o której będziecie?
- Za pół godziny możesz wysyłać po nas Matsa. Coś jeszcze chcesz wiedzieć?
- Nie zaciążyłaś tam co?
- Reus ty idioto!- zaczęłam się śmiać.- Weź się schowaj! Pa.- rozłączyłam się.
- Już nie mogą się nas doczekać?- raczej stwierdził, niż zapytał Marcel.
- Raczej ciebie, a nie nas.- zaśmiałam się.
- Coś ty, Marco pewnie się za tobą strasznie stęsknił, przez ten cały czas nie miał komu dokuczać.
- No tak, z tym mogę się zgodzić.

#Mats
- Dobra ludzie za pół godziny Mats jedzie po Marcela i resztę.- oznajmił Marco.
- Będzie party hard!- wrzasnął Kevin.
- Of kors. Tylko mam nadzieję, że Heidi się nie wygadała, bo ja ją w wannie utopię.
- Nadal nie mogę uwierzyć, ze między wami nic ten teges.- odezwał się Nuri.
- A to niby czemu?- zdziwił się Reus.
- Bo wyglądacie jakbyście się ku sobie mieli?- podsunął Ilkay.
- Chyba dzisiaj nie powinniście pić.- stwierdził.
- Ej no, to na serio tak wygląda!- broniliśmy się.
- I wy wszyscy tak uważacie?- przytaknęli.- Że niby ja się kocham w Heidi?!- wybuchnął śmiechem.
- To chyba on nie powinien dzisiaj pić.- szepnąłem do Nuriego.
- Hummels ja wszystko słyszałem.- Marco uniósł brew.
- Może miałeś słyszeć.- zaśmiałem się.
- Ty się lepiej zbieraj i już po nich jedź, bo nie zdążysz.
Niestety tutaj miał rację. Wziąłem najpotrzebniejsze rzeczy i wsiadłem do auta. W drodze myślałem sobie o dosłownie wszystkim. Że w końcu zobaczę się najlepszym przyjacielem, że w tym sezonie idzie nam świetnie, bo wyprzedzamy Bayern o sześć punktów i o tym, ze chyba nadal czuję coś do Heidi i to jest coś więcej niż przyjaźń. Ale wiem też, ze nie mam na co liczyć, bo ona nie widzi świata poza Marcelem, moim najlepszym kumplem. Poza tym nie mógłbym starać się o jego dziewczynę.
- No to pięknie się urządziłeś Hummels.- mruknąłem pod nosem.
Może jeśli jej powiem, trochę mi ulży?
Nie to fatalny pomysł, nie chcę żeby później się martwiła, ze przez nią jestem nieszczęśliwy, chociaż to w pewnym sensie prawda.
Wcale nie! To nie jest jej wina, że jest cudowną osobą i się w niej zakochałem. To jest moja wina.
Nikt nie może się dowiedzieć, ani chłopaki, ani Heidi, a już tym bardziej Marcel. Pewnie by pomyślał, ze chcę mu odbić Heidi, ale ja tak nie mogę. PO prostu będę musiał się zadowolić krótkimi spotkaniami z nią.
Kiedy bylem na miejscu wszyscy byli przed budynkiem. Wysiadłem i przywitałem się z nimi. Później razem z Heidi zapakowaliśmy bagaże, a Han i Marcel wsiedli do środka.
- Dzięki, ze po nas przyjechałeś, przynajmniej nie musimy się męczyć z taksówką.
- Od tego są przyjaciele- puściłem jej oczko.
Dołączyliśmy do reszty i pojechaliśmy do Heidi. Gdy dojechaliśmy szybko wysłałem smsa do Marco (żeby mieć pewność, ze wszystko wypali) a później zająłem się walizkami.
- W końcu w domu.- odezwała się Heidi.
- Tęskniłem, znaczy tęskniliśmy, my.. wszyscy za wami tęskniliśmy.
Głupek, głupek, głupek. Jeśli ktoś się skapnął, a zapewne była to Hannah, to mam przesrane. Bo gdy tylko się upiję ona to ze mnie wyciągnie. Super!
- Też za wami tęskniliśmy.- odparła Han.
Weszliśmy do domu i jak to na przyjęciach niespodziankach bywa, wszyscy wyskoczyli z kryjówek i wrzasnęli chórem "SUPRAJS". Każdy przywitał się z Marcelem, Han i Heidi i rozpoczęliśmy zabawę.
- No to teraz pijemy za powrót naszego Marcelka!- wrzasnął Reus.
Niecała godzina, a on już zdążył się upić. Zaraz po wypiciu kolejnych pięciu drinków zniknął gdzieś z Han. Może jednak będę miał szczęście i wszystko pójdzie zgodnie z planem, czyli uniknę konfrontacji z Hannah.

#Heidi.
Przyjęcie się udało, ale około północy zmyliśmy się z Marcelem do mojego pokoju, bo byliśmy zmęczeni lotem.
- Jutro musisz iść porozmawiać z lekarzem klubowym o jakiejś rehabilitacji albo lekkich treningach. Chociaż nie, umówię cię, bo i tak mam do załatwienia parę spraw na mieście.
- Jutro moja droga, zajmiemy się twoją przeprowadzką, ale teraz...- zaczął mnie całować.
- Powinieneś odpoczywać.- oznajmiłam.
- A ty powinnaś pilnować, żeby nie rozwalili ci mieszkania.- zaśmiał się.
- Dobra tym razem wygrałeś.
- Ja zawsze wygrywam kochanie.- szepnął, a moje myśli krążyły już tylko wokół jego osoby.
~*~
Wiecie jak bardzo was kocham co nie? ♥♥♥♥♥♥
I wiecie, że bardzo was przepraszam, że tak długo czekałyście na rozdział. ♥♥♥♥♥♥
I mam nadzieję, że jeszcze są osoby, które na niego czekały. ♥♥♥♥♥♥
I BARDZO WAS KOCHAM ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

(tak, musiałam się wam podlizać, ♥♥♥)

jksdbfsbdfkjsbvjsk najlepsza para ever ♥-♥

środa, 14 sierpnia 2013

55. Po nowym roku jak najbardziej, ale nie wcześniej.

Podniosłam lekko blondyna, a w tym czasie Hannah poprawiła mu poduszkę. Nawet nie zorientowałam się, kiedy przyjaciółka skończyła i zaczęła coś do mnie mówić. Ułożyłam Marcela i z powrotem usiadłam na stołku, trzymając go za dłoń.
- Masz jakieś wieści od Mario lub Tele?- zapytałam, żeby jakoś zająć myśli.
- Nie, aż mnie dziwi, że Marco z nim nigdzie nie wychodzi.
- Jeszcze kilka miesięcy temu były z nich papużki nierozłączki, a teraz proszę.
- Może po prostu przechodzą kryzys.- zaśmiała się.- Mam nadzieję, że Mario się odezwie. A co do Felipe to nie mam zielonego pojęcia. On odszedł do Schalke, tak?
- Tak. Kompletnie nie rozumiem ich wyborów. Oboje zdecydowali się na największych rywali BVB.
- Widocznie nie docenili, tego co mieli.
- Na pewno nie docenili. Tak się odwdzięczyć klubowi, dzięki któremu się wybili. Bardzo mądre.
- Nie nam to oceniać. Ich życie, ich wybory.
Kiedy skończyłyśmy ten temat do sali wróciła mama Marcela. Dosiadła się do nas i razem zaczęłyśmy rozmawiać na najróżniejsze tematy, byle by nie zamartwiać się za bardzo o blondyna. Rozmowa zeszła nam do czternastej.
- Skoczę po coś do picia. Chcecie?- zapytałam.
- Możesz mi wziąć kawę.- odparła Han.
- Ja dziękuję.
- To zaraz wracam.
Zeszłam na piętro niżej do automatu. Czekałam około dziesięciu minut, bo maszyna się zacięła. Lekko poddenerwowana wróciłam schodami do góry. Na korytarzu usłyszałam jakieś dość głośne krzyki. Zdziwiłam się, bo na tym piętrze Marcel był jednym z dwóch pacjentów.
- Przecież pan Martin jest za stary na takie krzyki.- mruknęłam.
Naprawdę nie sądzę, żeby prawie osiemdziesięcioletni mężczyzna po wypadku dał radę tak krzyczeć.
Zaczęłam się obawiać, że może mojemu chłopakowi coś się stało i dziewczyny krzyczą ze strachu. Jednak zaraz zmieniłam zdanie, bo uświadomiłam sobie, ze w takiej sytuacji wezwałyby lekarza.
- W takim razie co to za krzyki?- pytałam samą siebie.
Przyśpieszyłam kroku i zaglądałam do każdego pomieszczenia drodze, ale nic nie zauważyłam. Wchodząc do sali Marcela zajrzałam jeszcze do pokoju naprzeciwko
- Wiecie co to były za krzyki?- zapytałam odwracając głowę z powrotem.- O mój Boże!- krzyknęłam i napoje, na które tak długo czekałam, wylądowały na podłodze.- Marcel...
- Heidi.
- Moja kawa!- rozpaczała Han
Kompletnie się rozkleiłam kiedy zobaczyłam, że patrzy w moją stronę.
On mnie widział
Wybudził się.
Odezwał się do mnie.
Od razu do niego podbiegłam i przytuliłam.
- Tak strasznie się o ciebie bałam.- mówiłam przez łzy.
- Wszystkiego najlepszego z okazji naszej rocznicy.- uśmiechnął się lekko.
Był tak słaby, że ledwo uniósł głowę, żeby mnie pocałować.
- Leż i odpoczywaj, a ja idę po lekarza.- oznajmiłam.
- Zaraz tu będzie, poszedł tylko po... coś tam.- powiadomiła mnie Han.
Więcej czasu nie mogłam nacieszyć się chłopakiem, ponieważ doktor wyprosił nas, bo musiał zrobić wszystkie badania.
Postanowiłyśmy pójść po coś do picia. Tym razem Hannah zamawiała napoje, żebym ja nic nie zrobiła.
Dostałam inne zadanie, miałam zadzwonić do znajomych i powiedzieć, że Marcel się wybudził i co ważne nie ma amnezji.
- Tak strasznie się cieszę, że wszystko pamięta.- przetarłam łzy.
- Teraz może być juz tylko lepiej.- powiedziała pani Schmelzer.
Siedziałyśmy na ławce obok automatu i każda z nas gdzieś dzwoniła. Ja do Matsa, Hannah do Marco, a Carmen do męża.
Niecałe dziesięć minut później Andreas i Leah siedzieli obok nas. Kiedy Hannah skończyła rozmawiać z Reusem, dowiedzieliśmy się, że w Dortmundzie już zaczyna się organizowanie przyjęcia powitalnego, o którym za żadne skarby nie możemy powiedzieć Marcelowi, bo w innym wypadku zginiemy.
- Przecież oni nawet nie wiedzą kiedy on wróci. My tego nie wiemy.- zaśmiałam się.
- Właśnie dlatego się obawiam.- zawtórowała mi Han.
Na zakończenie badań czekaliśmy prawie trzy godziny. W tym czasie zdążyłam wyskoczyć z Le i Han do sklepu po jakiegoś wielkiego miśka, kilka balonów, hel i wstążkę, żeby je związać. Nadmuchałyśmy je w damskiej toalecie, wcześniej zostawiając maskotkę rodzicom chłopaka. Związałyśmy balony i wróciłyśmy na korytarz. Wzięłam misia i usiadłam z nim na podłodze.
Pogrążyłam się w rozmyślaniach na dość długą chwilę, wyrwał mnie dopiero głos Leah, która uświadomiła mi, że możemy już iść do Marcela. Na te słowa wystrzeliłam jak z procy. Uśmiech nie chciał zejść mi z twarzy.
Marcel nadal był słaby, ale na szczęście już nie tak blady jak wcześniej.
- Z kim pacjent widuje się najczęściej?- zapytał doktor.
- Ze mną.- odparłam.
- A państwo mieszkacie razem?
- Tak.- moją odpowiedź wyprzedził Marcel.
- W takim razie poproszę panią na chwilę. Mamy do omówienia kilka spraw.- uśmiechnął się i wyszedł.
Cmoknęłam blondyna w policzek i wyszłam za mężczyzną. Weszliśmy do gabinetu. Usiadłam naprzeciwko niego i słuchałam co ma mi do powiedzenia.
- Przejdźmy od razu do rzeczy. Z pacjentem jest wszystko w porządku. Rany już prawie się zagoiły, co mnie bardzo cieszy. Potrzebna będzie jeszcze krótka rehabilitacja.
- To wspaniale, a kiedy Marcel będzie mógł wyjsć?
- Myślę, że w piątek będzie wolny. Wolę, zeby jeszcze trochę został. Odzyska siły i będzie w pełni gotowy do rehabilitacji.
- A co z grą?
- Po nowym roku jak najbardziej, ale nie wcześniej.
- Dobrze. Dziękuję za wszystko.- uśmiechnęłam się i uścisnęłam dłoń mężczyzny.
Wyszłam z pomieszczenia i udałam się do sali chłopaka. Już na korytarzu słyszałam śmiechy.
- To zdecydowanie jeden z najlepszych momentów w moim życiu.- szepnęłam pod nosem.
Około dwudziestej pierwszej zostałam sama z Marcelem. Rodzina chłopaka, uspokojona że wszystko jest dobrze postanowiła wrócić do Dortmundu i tam na nas czekać. Natomiast Hannah poszła, bo była już zmęczona.
- Jak się czujesz?- zapytałam.
- Coraz lepiej.- uśmiechnął się.- Mogę już bez wysiłku usiąść.- zażartował.
- Widzę, że humor też ci wrócił.- zaśmiał się.- Tęskniłam za tobą.- przytuliłam go.
- Jak tylko wrócimy do Dortmundu, to wyjdziemy gdzieś, żeby w odpowiedni sposób uczcić rocznicę.- oznajmił.
- Kocham Cię.- pocałowałam go.
~*~
Tadaa :3 Marcel się wybudził i nie ma amnezji! JEEEE ♥ Wiedzcie, że zrobiłam to wyłącznie dla was! Miałam kompletnie inny pomysł, ale stwierdziłam, że mogę to zrobić dla moich kochanych misiaków ♥
a teraz coś co mniej wam sraaasznie ucieszy!
Czas na ostatnie 10 - 15 rozdziałów bloga! Taaak! Wszyscy się cieszą! ♥♥♥

dobreee ♥

piątek, 9 sierpnia 2013

54. Tak strasznie cię kocham Marcel.

Wcale nie chcę tu być. Nie chcę patrzeć na te wszystkie kabelki, bandaże i jego kompletnie nieprzytomną twarz.
Nawet się nie zorientowałam, kiedy zaczęły lecieć mi łzy. Złapałam Marcela za rękę i delikatnie pocałowałam.
- Jego stan jest stabilny.- usłyszałam kobiecy głos.
Odwróciłam się i zobaczyłam brunetkę około pięćdziesiątki. Uśmiechała się ciepło do mnie.
- Jestem Maria. Zajmuję się twoim…- zacięła się.
- Chłopakiem.- mruknęłam i spuściłam głowę.
Zapadła krępująca cisza. Na szczęście nie na długo.
- Nie martw się, jest tutaj pod dobrą opieką.
- Mam taką nadzieję.- uśmiechnęłam się pusto.
- Mogę cię na chwilę przeprosić? Muszę sprawdzić czy wszystko jest dobrze.
Skinęłam głową na zgodę i wyszłam na korytarz. Usiadłam na podłodze i zaczęłam jeszcze bardziej płakać. Ludzie przechodzili obok mnie i tylko dziwnie spoglądali. Nagle zadzwonił telefon.
- Jak się trzymasz?- zapytała Han.
- Nie za dobrze.- przyznałam.- Hannah to moja wina, to wszystko przeze mnie.
- Nawet tak nie mów.- usłyszałam Marco.
- Co ty tam robisz?- zdziwiłam się.- I skąd wiesz co się stało?
- Han mi powiedziała, ale już można o tym przeczytać w każdej gazecie.- odparł.
- No tak, uroki sławy.- wycedziłam przez zęby.
- Taa.- przytaknął.
- A co z Marcelem?- wtrąciła Han.
- Podobno jego stan jest stabilny, ale doznał licznych obrażeń.
- Heidi nie płacz, to nic nie da. Musisz się uspokoić i być dobrej myśli.
- Oddałabym wszystko, żebyś teraz tu ze mną była. Kocham cię Hannah.
- Też cię kocham Zielona. A teraz obiecaj mi, że się trochę ogarniesz.
- Dobrze.
Rozmawiałam z przyjaciółką, dopóki pielęgniarka nie wyszła z Sali. Od razu zajęłam jej miejsce. Niedługo po tym przyszedł lekarz. Usiadł obok mnie i wyjaśnił wszystko dokładnie.
- Mogą wystąpić powikłania, w wyniku których pacjent może mieć amnezję tymczasową.- oznajmił i skierował się do wyjścia.
Wszystko musi pójść po myśli lekarzy. Marcel nie może mieć amnezji. Sama przez to przechodziłam i nikomu tego nie życzę. Do tej pory nie pamiętam, niektórych urywków z własnego życia.
- Będzie dobrze, musi być dobrze.- szepnęłam.

- Heidi. Heidi obudź się.
Ktoś zaczął mną delikatnie potrząsać. Chyba sobie przysnęłam. Przetarłam oczy i ujrzałam Matsa.
- Co ty tu robisz?- zdziwiłam się.
- Słyszałem co się stało i muszę tu być.- kiwnął głową na Marcela.
- Przyleciałeś sam?
- Tak. Hannah chciała lecieć, ale Marco jej nie pozwolił.- zaśmiał się cicho.
Kompletnie nie spodziewałam się tutaj Hummelsa, ale jego obecność bardzo mi pomogła. Potrzebowałam kogoś bliskiego. Przez jakiś czas siedzieliśmy w kompletnej ciszy.
- Boję się o niego.- powiedziałam.
- Ja też. Nie za ciekawie to wszystko wygląda.
- Lekarz powiedział, że jeśli coś pójdzie nie tak, to Marcel może mieć amnezję.- mruknęłam.
- Wszystko będzie dobrze.- przytulił mnie.- Wiesz kiedy się wybudzi?
- Nie mają pojęcia to może potrwać kilka miesięcy.- rozpłakałam się.
- Nie płacz. Musimy być dobrej myśli.
- To miało być zupełnie inaczej.
Siedzieliśmy razem przy  łóżku Marcela prawie do północy. Później wygoniły nas pielęgniarki. Nie pomagały nawet moje bardzo wyszukane argumenty.
Udało mi się namówić Matsa, żeby nie wynajmował specjalnie pokoju w hotelu i poszedł ze mną.
- Tylko jest jeden mały szczegół.- zaczęłam.
- Co jest?
- Jedno łóżko.- zaśmiałam się niezręcznie.
- Damy radę.- puścił mi oczko.
Kiedy dotarliśmy do domku, usiadłam w fotelu i znowu zaczęłam płakać. Brunet usiadł na oparciu i przytulił mnie.
- Hej, nie załamuj się, będzie dobrze. Wiem, że to tylko głupie gadanie, które tak naprawdę gówno daje, ale mi też nie jest łatwo. Marcel to mój najlepszy przyjaciel, więc w pewnym sensie wiem jak się czujesz.
- Dziękuję, że tu jesteś.- przetarłam oczy i ziewnęłam.
- Nie dziękuj. A teraz kładź się już spać. Musisz odpocząć. Idź do łóżka, a ja zrobię herbatę, okej?
- Dobrze, łazienka jest naprzeciwko sypialni, tam możesz się odświeżyć i przebrać.
Po dziesięciu minutach siedziałam pod kołdrą z kubkiem gorącej herbaty, a obok mnie leżał Mats.
- Jak myślisz, ile to może potrwać?- zapytałam.
- Nie mam pojęcia, miejmy nadzieję, że jak najkrócej.
- A co sądzisz o tej amnezji?
- Nie przyjmuję tego do wiadomości. Wszystko pójdzie zgodnie z planem.
- Chyba pierwszy raz w życiu tak strasznie się o kogoś boję.- przyznał.
- Teraz musimy być dobrej myśli.

Cztery miesiące.
Cztery długie, okropne miesiące.
Od czterech cholernych miesięcy Marcel się nie budzi. Codziennie przychodziłam do niego z samego rana i wychodziłam późno w nocy.
Dzisiaj mamy drugi grudnia. Nasza rocznica.
Ten dzień powinien być wspaniały, powinniśmy razem gdzieś wyjść, na romantyczną kolację…
Nadrobimy wszystko kiedy Marcel wyjdzie ze szpitala.
- Jedziemy?- Han przerwała moje przemyślenia.
Kiedy zbliżał się początek sezonu Mats wrócił do Dortmundu. Już następnego dnia Hannah była u mnie. Mimo, że tak jak Marco, nie pochwalałam tego, że przyleciała tu pomimo jej „stanu” strasznie się ucieszyłam, kiedy ją zobaczyłam. Teraz moja przyjaciółka jest już w siódmym miesiącu ciąży i Marco przylatuje do nas (do niej) kiedy tylko może.
Leah i rodzice Marcela zjawili się dzień po Hummelsie. Cała trójka była równie roztrzęsiona co ja. Byłam pewna, że jego rodzicielka będzie na mnie wściekła. Jednak kiedy się zobaczyłyśmy wpadłyśmy sobie w ramiona i zaczęłyśmy płakać.
- Tak, jedziemy.- odparłam bez wyrazu.
Drogę do szpitala znam już dosłownie na pamięć. Kolejny raz w drodze milczałyśmy. Kiedy dotarłyśmy na miejsce od razu udałam się do Sali numer sto sześćdziesiąt dziewięć. W środku tradycyjnie siedziała pani Schmelzer. Przywitała nas uśmiechem. Przysunęłam sobie krzesełko i usiadłam po drugiej stronie łóżka.
- Rozmawiałaś już z lekarzem?- zapytałam.
- Tak.- odpowiedziała kobieta.
- I co mówił?- dopytywałam poprawiając blondynowi pościel.
- W ciągu tygodnia powinien się wybudzić.- oznajmiła z lekkim uśmiechem na ustach.
Poczułam tysiące motyli w brzuchu. Myśl, że w ciągu najbliższego tygodnia mogę zobaczyć jego cudne oczy i porozmawiać z nim, dodał mi sił.
Chwilę później mama mojego chłopaka wyszła na kawę.
- Rozumiesz, tydzień.- szepnęłam do Han.
Poczułam, że w oczach zbierają mi się łzy. Byłam strasznie szczęśliwa.
- Jak na razie to najlepsze co mogłam usłyszeć w naszą rocznicę.- uśmiechnęłam się do siebie i złapałam jego dłoń.- Tak strasznie cię kocham Marcel.
- Może będzie jeszcze lepiej i wybudzi się dzisiaj. W waszą rocznicę.- Han położyła mi dłoń na ramieniu.
- Nawet nie wiesz ile bym za to dała.- westchnęłam.- Wszystkiego najlepszego kochanie.- pocałowałam go w policzek.- Idę chwilę porozmawiać z lekarzem.
Z lekarzem rozmawiałam prawie godzinę. Dowiedziałam się, że szanse, iż Marcel wybudzi się dzisiaj lub jutro wynoszą nie więcej niż sześćdziesiąt procent. Jak dla mnie to i tak była wspaniała wiadomość.
- To zdecydowanie najlepszy dzień od ostatnich czterech miesięcy.- szepnęłam pod nosem i wróciłam na salę.
- Pomożesz mi? Poprawimy mu poduszkę.- zapytała przyjaciółka.
- Oczywiście. Ja go przytrzymam, a ty ją poprawisz.- oznajmiłam.
~*~

Pierwsze co to chcę was przeprosić za to, ze nie dodałam rozdziału wtedy kiedy miałam dodać, ale po wiśniach wyjechałam na wakacje, a jak wróciłam byłam zmęczona.
Mam też wiadomość dotyczącą opowiadania, które miałam zacząć pisać kiedy skończę to. Mianowicie, na razie nie będę tam nic dodawała, bo mam pomysł, jak przedłużyć to ♥
Jak pisałam ten rozdział to sie poryczałam,bo sobie wyobraziłam jakby naprawdę Marcel miał jakiś wypadek i przez tyle czasu był w śpiączce ;_;
i mam dylemat co do tego kiedy Marcel ma się wybudzić, no ale może coś wymyślę ><

poniedziałek, 22 lipca 2013

ważne !

Miśki moje kochane !
Od dzisiaj przez dwa tygodnie zbieram wiśnie. Od ósmej rano do szóstej/siódmej wieczorem i później jestem strasznie zmęczona. Przez to możliwe, że rozdział pojawi się dopiero jakoś około szóstego sierpnia. :c
Jeśli wcześniej znajdę wolną chwilę to postaram się coś napisać, ale jeśli mam być szczera to wątpię, że mi się uda :'c
Przepraszam i mam nadzieję, że mnie zrozumiecie :)
Jakby to powiedziała moją była pani od polskiego: "ja nie jestem maszyną" xd

Do napisania. Kocham Was <3

środa, 17 lipca 2013

53. Heidi takie rzeczy obowiązkowo musisz mi mówić!

Nagle ktoś zasłonił mi słońce.
- Kimkolwiek jesteś i z jakiegokolwiek powodu zakłócasz mi opalanie, odejdź.- mruknęłam.
Poskutkowało. Ktoś się oddalił. Niestety tylko na chwilkę. Coś ciężkiego i mokrego leżało na mnie.
- Marcel!- pisnęłam.- Złaź ze mnie.
- Na mokro lepiej się opalisz.- zaśmiał się.
- Ale jeśli wcześniej zejdę na zawał, nic mi to nie da.- zaśmiałam się.
- Oczywiście.- zawtórował mi.
- Długo tak będziesz jeszcze na mnie leżał?
- Tak, jesteś bardzo wygodna.- pocałował mnie.
- Miałam się opalać, a nie trzymać cię na brzuchu.- uniosłam brew.
Zaśmiał się pod nosem i zszedł ze mnie.
- Dziękuję bardzo kochanie.- uśmiechnęłam się i przewróciłam na plecy.
- Teraz to kochanie.
- Posmaruj mi plecy proszę.- puściłam mimo uszu jego uwagę.- Marcel!- wrzasnęłam kiedy rozpiął mi stanik od stroju kąpielowego.
- Tak się lepiej opalisz.- puścił mi oczko.
Gdyby nie miał trochę racji to dostałby ode mnie po głowie. Mruknęłam coś jeszcze pod nosem i ponownie zamknęłam oczy. Marcel posmarował mi plecy i najprawdopodobniej położył się obok.
Praktycznie cały dzień spędziliśmy na plaży. Nawet dałam mu się namówić na wejście do wody. Pod wieczór zaczęliśmy się zbierać.
- Ale się spiekłam.- jęczałam.
- Trzeba było dłużej leżeć.- wyśmiał mnie.
- Byłam posmarowana kremem z filtrem.- tłumaczyłam.
- Widocznie za słabym.
Klepnęłam go w ramie z uśmiechem.
- Wiesz, która godzina? Bo telefon mi się ładuje w domu.- zapytał.
Zaczęłam grzebać w torebce, ale nigdzie nie mogłam znaleźć telefonu. Sprawdziłam kieszenie, ale tam też go nie było. Zaczęłam się rozglądać dookoła siebie.
- Co jest?
- Cholera, chyba gdzieś mi wypadł.- oznajmiłam.
- Na pewno dobrze sprawdziłaś?
- Tak, nie ma go.
- Poszukaj tu, a ja rozejrzę się po drugiej stronie ulicy.
- Dobra.- odparłam i zaczęłam jeszcze raz, na wszelki wypadek, przeszukiwać torebkę.
Po chwili usłyszałam Marcela, który krzyczał, że go znalazł.
Odwróciłam się i z mojej twarzy momentalnie zszedł uśmiech.
- Marcel uważaj!!- wrzasnęłam z całych sił, ale było za późno.
Na moich oczach jakiś mężczyzna potrącił blondyna. Kiedy facet zorientował się co zrobił szybko zmysł się z miejsca wypadku. Na szczęście udało mi się zapamiętać numery rejestracyjne auta. Sekundę później siedziałam zapłakana obok mojego chłopaka. Leżał nieprzytomny z telefonem w ręce. Wzięłam urządzenie i najszybciej jak potrafiłam wezwałam karetkę. Później paskiem od torebki ucisnęłam mu udo, z którego ciekła krew.
- Marcel, odezwij się, proszę.- coraz bardziej płakałam.
Żadnej reakcji.
Szybko sprawdziłam puls. Mało wyczuwalny, ale był. Teraz najważniejsze, żeby pogotowie przyjechało tak szybko jak się tylko da.
Ludzie mijali nas i nic sobie z tego nie robili. Nikt się nie zatrzymał i nie zapytał czy potrzebuję pomocy. To chyba oczywiste, że potrzebowałam!
- Marcel, błagam powiedz coś. Obudź się!- przetarłam ręką oczy.
Siedziałam tam z jego głową na kolanach. Głaskałam go delikatnie po twarzy.
To zdecydowanie najgorsze wakacje w moim życiu. Dlaczego musiałam zgubić ten pieprzony telefon. Mogłam bardziej go pilnować.
Dość tego użalania się nad sobą. Czasu nie cofnę, chociaż strasznie bym chciała. Teraz muszę się uspokoić i wierzyć, że wszystko będzie dobrze.

- Nie! Nie ma mowy, żebym tu została!- krzyknęłam do jednego z lekarzy.
- proszę mnie posłuchać...
- Nie! Nie rozumie pan, że ja nie odpuszczę?!
Kłóciłam się z nim od kiedy tu przyjechali. W końcu mężczyzna zadał sobie sprawę, że nie dam się tak łatwo spławić i pozwolił mi wsiąść. Złapałam Marcela za rękę i powtarzałam sobie w duchu, że wszystko będzie dobrze. Do szpitala dojechaliśmy w trzydzieści minut. Zostawili mnie w recepcji i zabrali gdzieś Marcela. Wiedziałam, że teraz niczego się nie dowiem, więc usiadłam i starałam się uspokoić.
Zupełnie inaczej miały wyglądać te wakacje.
Siedziałam w poczekalni ponad trzy godziny. Kiedy jeden z lekarzy zszedł na dół od razu go dopadłam.
- O! Witam panno Heidi.- przywitał mnie z uśmiechem.
- Skąd pan mnie zna?- zdziwiłam się.
Głupia jestem. Przecież chodzę ze sławnym piłkarzem, jak mogą mnie nie znać!
- Jest pani dziewczyną Marco Reusa.- wyjaśnił.
- Marco?!- krzyknęłam nie ukrywając szoku.
- No tak.- odparł pokazując mi jakąś gazetę.
Na pierwszej stronie było zdjęcie, z dnia kiedy pomagałam Reusowi w przygotowaniach do zaręczynowej kolacji dla Han. Do tego wielki, biały tytuł "Marco Reus i jego nowa miłość! Ciężarna dziewczyna zamieniona?" A pod spodem krótki artykuł i kilka zdjęć z tamtego dnia.
- Proszę pana to jakaś pomyłka. Ja nie jestem jego dziewczyną. Marco Reus to mój przyjaciel.- sprostowałam.
- Rozumiem, nie chcecie się jeszcze ujawniać.- puścił mi oczko.
- Tu się nie ma co ujawniać! Ja jestem dziewczyną Marcela Schmelzera, którego jakieś cztery godziny temu tutaj przywieziono, ponieważ został potrącony.- oznajmiłam poddenerwowana.
Mężczyzna widocznie był zaskoczony, ale chyba udało mi się go przekonać, że to co powiedziałam było prawdą.
- Mogę się dowiedzieć co z nim?- dodałam po chwili.
- Proszę chwilę zaczekać. Zaraz przyślę odpowiednią osobę.- powiedział i znikł gdzieś.
W tym czasie zadzwoniłam do Han. Do póki nie dowiem się co jest z Marcelem postanowiłam nic jej nie mówić. Kiedy odebrała, zapytałam czy widziała co jest na pierwszych stronach gazet. Odparła, że tak i zaczęła się śmiać. Nie wiem czemu, ale zaczęłam płakać.
- Zielona co jest?- zapytała zmartwiona.
- Marcel miał wypadek.- odparłam.
- Co? Dlaczego od razu mi nie powiedziałaś?!
- Nie chciałam cię martwić.
- Heidi takie rzeczy obowiązkowo musisz mi mówić!- zdenerwowała się lekko.- Jak to się stało?
Opowiedziałam jej całą tą cholerną historię. Wtedy przyszedł lekarz.
- Zadzwonię później. Przyszedł lekarz.- westchnęłam i rozłączyłam się.- Dzień dobry. Co z nim?
- Proszę za mną.
Szybko wzięłam torebkę i poszłam za nim. Wjechaliśmy windą na czwarte piętro. Jak się domyśliłam, tutaj leżał Marcel. Mężczyzna zaprowadził mnie do swojego gabinetu.
- Wyjdzie z tego.- zaczął, a mi od razu ulżyło.- Miał liczne złamania i pęknięcia. Do tego nadciętą tętnicę udową, ale na jego szczęście tym zajęli się dobrze w karetce. Dobrze, że pani wcześniej próbowała tamować krwawienie. Możliwe, że gdyby nie pani, pacjent by nie przeżył.
- Mogę go zobaczyć?
- Tylko na chwilę.- uśmiechnął się do mnie pocieszająco.
- Dobrze.- mruknęłam i wstałam.
~*~
buahahahaha! ja to jednak jestem wredna xd no, ale już za długo było dobrze ^^^
już niedługo na serio kończę to opowiadanie. Nie dlatego, że nie chce mi się go pisać :) po prostu kończą mi się pomysły :c
http://wszystkoowjednym.blogspot.com/ -> spis opowiadań o piłkarzach :3 (zostawiajcie swoje linki ♥)
przy okazji, chciałam wam podziękować za te wszystkie nominacje do Liebster Awards, 40.000 wyświetleń i wszystkie komentarze *-* nawet nie wiecie jak się cieszę, że to opowiadanie wam się podoba ♥
KOCHAM WAS BARDZO MOCNO MISIAKI ♥

#true ♥

piątek, 12 lipca 2013

52. Daj mi go do telefonu.


- Ale się uśmiałeem.- Marco odparł z sarkazmem.
- Dobra, a teraz coś poważniejszego.- zaczęła Heidi.- Mam do ciebie sprawę.- zwróciła się do mnie.
- Mam się czegoś obawiać?- zdziwiłam się.
- Po powrocie z Ibizy przeprowadzam się do Marcela.- powiedziała niepewnie.
- Co? Zostawiasz mnie?
- Dasz radę. Tylko nie krzycz.- zaśmiała się.
- A co z domem?- zapytałam zmieniając temat.
- Leah w nim zamieszka.- oznajmiła.
Spojrzałam na nią jak na idiotkę.
- A od kiedy to wy się tak kochacie?
- W końcu to siostra mojego chłopaka, musiałam się do niej przekonać.- zaśmiała się.
- Marcel ja cię kocham normalnie. Udało ci się ją zmienić w ciągu...- zawahałam się.- Ile wy już jesteście razem?
- Osiem miesięcy.- podpowiedziała mi Heidi.
- No właśnie zmieniłeś ją w osiem miesięcy, a mnie się to nie udało przez kilkanaście lat. Ty jesteś niewiarygodny.
- Uznam to za komplement.- odparł.
- I dobrze, bo to był komplement.
- Bo zacznę się robić zazdrosny.- wtrącił Marco.
- Nie masz o co głuptasie.- zaśmiałam się.- My się zbieramy, bo zaraz mamy wizytę u lekarza.
- Wyślij mi zdjęcie mojego chrześniaka.- Heidi puściła mi oczko.
- Nie ma sprawy. Miłych wakacji.- uśmiechnęłam się i przytuliłam ich.
Wyszliśmy z lotniska i pojechaliśmy do pani doktor.

#Heidi
Lot minął mi na rozmowie z Marcelem i słuchaniu muzyki. Pod wieczór byliśmy na miejscu. Od razu poczułam się lepiej.
- To będą niezapomniane wakacje.- westchnęłam.
- Z tobą na pewno.- pocałował mnie.
Uśmiechnęłam się pod nosem i ruszyłam w stronę taksówki. Mężczyzna zawiózł nas do domku, który wcześniej wynajął Marcel. Zostawiliśmy rzeczy i wyszliśmy na spacer brzegiem plaży. Kiedy wróciliśmy do domu było już sporo po drugiej. Szybko się wykąpałam i wskoczyłam do łóżka. Chwilę później Marcel był obok mnie.
- I jak pierwsze wrażenia?
- To wszystko mnie zauroczyło.- przyznałam.- Jak na razie jestem zachwycona. Oby tak było do końca.- pocałowałam go.
- Na pewno będzie.- przytulił mnie.
- Dobranoc.
- Kolorowych Misiek.
Ułożyłam się wygodnie w jego ramionach i zasnęłam.
Około dwunastej obudził mnie szum fal. Uśmiechnęłam się i przetarłam zaspane oczy.
- Długo się tak przyglądasz?- zapytałam.
- Jakieś dwadzieścia minut, no może trzydzieści.- zaśmiał się.
- Chyba nie zrobiłam nic głupiego przez sen?
- Poza tym, że mnie skopałaś to nie.
- Przepraszam. Wiesz, że nie chciałam.
Nagle blondyn wybuchnął śmiechem. Wtedy zdałam sobie sprawę, ze robił sobie ze mnie żarty. Walnęłam go poduszką w ramię i zaczęłam się śmiać. W pewnym momencie za bardzo się wychyliłam i zleciałam z łóżka. Na szczęście nic sobie nie zrobiłam, choć znając mnie mogło się różnie skończyć.  Zaczęłam śmiać się jeszcze bardziej, a Marcel tylko patrzył na mnie jak na idiotkę.
- Nigdy nie widziałeś jak człowiek spada z łóżka?
- Nigdy nie widziałem, żeby ktoś się po tym śmiał tak bardzo jak ty.
Ogarnęłam się i wyszliśmy trochę pozwiedzać.
Muzea, starówki, kościoły, plaża... a pod wieczór zabawa w klubie.
Większość mężczyzn była mną konkretnie zainteresowana, ale na ich nieszczęście Marcel ciągle był przy mnie. Przez całą noc tańczyliśmy, piliśmy i śmialiśmy się razem. Do domu wracaliśmy pieszo trzymając się za ręce.
- Mam najcudowniejszego chłopaka na świecie i możecie mi go cholernie zazdrościć!- wrzasnęłam i pocałowałam blondyna.
- Jesteś szalona.- zaśmiał się.
- Dopiero teraz to odkryłeś?- włożyłam mu rękę pod koszulkę i przygryzłam wargę.
- Nie kuś, do domu jeszcze kawałek.- mruknął.
- Przecież ja nic nie robię.- odparłam niewinnie.
Spojrzał na mnie z uniesioną brwią.
- Ja wiem co to wszystko oznacza kochanie.
- Skoro wiesz, to może byś trochę przyśpieszył?
- No nie wiem.- droczył się ze mną.
- Marcel, jestem kompletnie pijana i do tego napalona. Wykorzystaj to. Taka sytuacja może się szybko nie powtórzyć.- bełkotałam.
Widziałam zdziwienie na jego twarzy. Kompletnie nie miałam panowania nad tym co robiłam, myślałam i mówiłam. Dlatego nie dziwiłam się, że był tak zszokowany tym co się działo.
Po chwili zaśmiał się jak gdyby nigdy nic. Złapał mnie ponownie za rękę i dalej szliśmy do domu. Mimo sporej ilości alkoholu we krwi starałam się podziwiać Ibizę nocą. To miejsce było cudowne. Pomyśleć, że właśnie skończył się drugi, właściwie trwał już trzeci, dzień naszego pobytu tutaj.
- Przeszło ci już trochę?- zaśmiał się, kiedy byliśmy na miejscu.
- Trochę.- zaśmiałam się i puściłam mu oczko.
Weszliśmy do środka i od razu przemieściliśmy się do sypialni.
Niezapomniana noc na Ibizie.
Obudziłam się około czwartej rano, przez głośne grzmoty. Ziewnęłam i podeszłam do okna. Na dworze rozpętała się porządna burza. Uśmiechnęłam się pod nosem. Rozejrzałam się po pokoju w poszukiwaniu ubrań. Po prawie dziesięciu minutach szukania stwierdziłam, że szybciej będzie jeśli założę nowe ubrania. Szybko wyciągnęłam pierwsze lepsze ciuchy, chwyciłam aparat i wybiegłam z domu, tak żeby nie obudzić Marcela. Nie wzięłam statywu, żeby nie robić sobie zbędnego ciężaru. Pobiegłam około dwustu metrów za dom. Był tam świetny widok na Morze Śródziemne, a jeszcze lepszy na pioruny. Nagrałam krótki filmik powitalny, żeby opowiedzieć gdzie jestem. Później przystąpiłam do najlepszego. Zdjęcia wychodziły cudowne. Każde lepsze od poprzedniego. Byłam tak pochłonięta robieniem zdjęć, ze nie zauważyłam dzwoniącego telefonu. Dopiero, trzy godziny później, kiedy burza się zakończyła, a ja wracałam szczęśliwa do domu, na drodze spotkałam Marcela.
- Gdzieś ty była?- prawie krzyknął.
- Na polanie niedaleko domu. Przebudziłam się, była burza...- tłumaczyłam się.
- Mogłaś mi zostawić wiadomość. Obudziłem się a ciebie nie było. Telefonu też nie odbierałaś. Bałem się, ze coś ci się stało.- przytulił mnie mocno.
Czułam jak mocno i szybko biło mu serce. Zdałam sobie sprawę, ze naprawdę mocno go wystraszyłam.
- Przepraszam.- powiedziałam ze skruchą.
- Najważniejsze, ze nic ci nie jest.- pocałował mnie w czoło.
Objął mnie ramieniem i wróciliśmy do domu. Przebrałam się i razem zjedliśmy śniadanie.
Około dziesiątej poszliśmy na plażę. Kiedy Marcel poszedł po coś do picia, zadzwonił mi telefon.
- No hej co tam słychać?- zapytała Han.
- Dobrze, siedzimy na plaży i się smażymy.- odparłam.- A co tam u was?
- Wszystko po staremu, siedzimy u Marco i oglądamy filmy.
- Zabrałby cię gdzieś a nie.- zaśmiałam się.
- To jemu to mów a nie mi.- zawtórowała mi.
- Daj mi go do telefonu.- zarządziłam.
- Przykro mi, ale wyszedł do sklepu na zakupy. Na razie siedzę z Mario i Kevinem.
- Ma szczęście. Pozdrów ich ode mnie. Muszę kończyć, zadzwonię później. Pa.
- No pa.- powiedziała i się rozłączyłam.
Ułożyłam się wygodnie na kocu i przymknęłam oczy. Wsłuchiwałam się w szum morza i czułam na ciele ciepły wiatr.

~*~
Wiem, że tym, że tak długo na rozdział czekaliście zasłużyłam sobie na spalenie na stosie. XD
ale po prostu nie mogłam się za niego zabrać :o
Przepraszam, mam nadzieję że mi wybaczycie ♥

hahahahahahahahahahahaha xd ♥

czwartek, 27 czerwca 2013

51. Reus nie ciesz się tak, bo ci poprzestawiam twarz.

- Jeszcze raz przepraszam. Mam nadzieję, ze mi wybaczysz.- uśmiechnął się.
- Oczywiście, ze tak.- zaśmiałam się.- Ale obiecaj, że zapiszesz się na tą operację.
- Już to zrobiłem. Szóstego czerwca będzie po wszystkim.- pocałował mnie.- Jeśli nie wierzysz to możesz zapytać Kubę, Sebastiana albo nawet trenera.
- Wierzę ci głuptasie.- przytuliłam go.- Kocham cię Łukasz.- szepnęłam.
- Ja ciebie też Skarbie.
Godzinę później wszyscy byli w drodze do domu, żeby odświeżyć się przed imprezą.
Przez cały ten czas Łukasz praktycznie się nie odzywał. Widać było, ze jest bardzo smutny.
- Łukasz wiem, że ci smutno, ale nie możesz się tak zamartwiać.- pogładziłam go po ramieniu.
- Wiem, ale byliśmy tak blisko wygranej.- pokręcił zły głową.- W pierwszej połowie mogliśmy już wygrać ten mecz.
- Następnym razem im pokażecie kto tu rządzi.- zaśmiałam się i pocałowałam go w policzek.
- Dzięki.- uśmiechnął się.

#Heidi.
- Obiecaj mi, że za rok ich skopiecie. Boże jak ja nienawidzę Bayernu. To jest jedyny klub, którego szczerze nie lubię.- nie dawałam Marcelowi dojść do głosu.- Przecież oni powinni grać w dziesiątkę! Czy ten sędzia ślepy był?!- irytowałam się coraz bardziej.
- Uspokój się, bo jak tak dalej pójdzie to w następnym sezonie nie będziemy mieli z kim grać.- zaśmiał się.
- Ale mi ciśnienie podnieśli. Grrrrrr.
- Pojedziemy na imprezę to się odprężysz.
- Oby, bo inaczej będziesz miał ze mną ciężko.- oznajmiłam.- Mam nadzieję, ze już się tak nie smucisz po tej NIESPRAWIEDLIWEJ przegranej.
- Odkąd zaczęłaś mówić jest lepiej.- wyśmiał mnie.
- Tak bardzo chcesz, żebym się na ciebie obraziła?
- Ależ skąd.- pocałował mnie.- Lepiej leć się szykować bo mamy tylko godzinę.
Wyrobiłam się w czterdzieści minut. Gotowa zeszłam do Marcela, który był już w garniturze.
- Skąd ty go wziąłeś?- zdziwiłam się.
- Miałem w samochodzie.- puścił mi oczko.- To możemy jechać?
- Tak, możemy.
Kiedy dotarliśmy na miejsce, przy jednym stoliku siedziała Zuza z Piszczkiem. Dosiedliśmy się do nich, a po chwili zjawiła się Hannah i Marco.
- Kochanie jak ty ślicznie wyglądasz.- zaśmiał się Reus.
- Na serio jeszcze ci się to nie znudziło?- zawtórowałam mu.
- Mówiłem ci, ze to mi się nigdy nie znudzi.
- To nie wiem jak wytrzymasz tydzień kiedy mnie nie będzie.
- Co? A gdzie się wybierasz?- zdziwił się.
- Jedziemy na Ibizę.- Marcel odpowiedział za mnie.
- Jak możesz mi ją zabierać?!- Marco udawał załamanego.
- Oh, wytrzymasz Misiaczku mój.- poczochrałam mu włosy.
- Co ty robisz?! Układałem tą fryzurę godzinę!- krzyknął oburzony.
Kiedy cały zespół BVB był na miejscu, chłopaki poszli powiedzieć kilka słów i zaczęła się zabawa.

- A ty wiesz że ja cię bardzo kocham?- bełkotałam pijana.
- Tak, wiem.- Marcel się zaśmiał.
- A ty Han wiesz, że cię kocham?
- Oczywiście.
- A wy chłopaki wiecie, że was kocham?- zwróciłam się do Mario, Matsa, Marco, Moritza i Leo.
- Oni nie wiedzą i niech tak zostanie.- wtrącił Schmelle.- My się chyba będziemy zbierać.
- Juuuuż?! Jest dopiero...... o czwarta. Chyba masz rację.
Pożegnaliśmy się ze wszystkimi (którzy jeszcze zostali) i zamówiliśmy taksówkę. Aż się zdziwiłam, że o tej godzinie jeżdżą.
- Jedziemy do mnie.- oznajmiłam i podałam kierowcy adres.
- Miałem tu dużo do gadania.- zaśmiał się.
W połowie drogi położyłam głowę na ramieniu Marcela i zmęczona przysnęłam. Cały czas czułam jak głaskał mnie po głowie i całował w czoło. Kiedy taksówka się zatrzymała przebudziłam się.
- Ciii, Heidi śpij sobie.- szepnął i wziął mnie na ręce.
- Jesteś najlepszy.- mruknęłam i wtuliłam głowę w jego lewy obojczyk.
- Miło słyszeć.- odparł.
Nie mam pojęcia jak poradził sobie z otworzeniem drzwi, trzymając mnie ciągle na rękach, ale wyszło mu to. Położył mnie na łóżku, a kiedy położył się obok kompletnie odpłynęłam.
Miałam bardzo przyjemny sen. Śniły mi się nasze wakacje na Ibizie. Siedzieliśmy na plaży przy zachodzie słońca. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się i nagle Marcel klęknął przede mną i zapytał czy za niego wyjdę.
Obudziłam się z uśmiechem na ustach. Jednak szybko zmienił się w grymas spowodowany straszliwym kacem. Marcela nie było obok.
- Marcel!- krzyknęłam.
- Co jest?- odparł z dołu.
- Możesz mi przynieść wodę?
- Już idę.
Po chwili do pokoju wszedł blondyn z tacką jedzenia.
- Fajny fartuszek.- zaśmiałam się.
- Wiem, podkreśla moje oczy.- zawtórował mi.
- Oh ty mój skromnisiu.- wzięłam tabletkę na ból głowy i wstałam z łóżka.- Idę się przebrać.
Dziesięć minut później byłam z powrotem. Zjedliśmy śniadanie i wyszliśmy na spacer.
- To jak, wprowadzasz się do mnie teraz czy po Ibizie?- zapytał.
- Zależy kiedy się spakuję.
- W tydzień nie zdążysz? 
- Zobaczymy. A dzwoniłeś do Leah?
- Tak. Powiedziała, że z wielką chęcią się tam wprowadzi, oczywiście jeśli się nie rozmyśliłaś.
- Nie skądże, tylko muszę powiedzieć Han.- oznajmiłam.

- Marco puszczaj mnie!- śmiałam się.- Za piętnaście minut musimy być na lotnisku! Muszę się pożegnać z Heidi i Marcelem.
- Oj przestań. Przeżyją.
- Ale ja nie! Już! Złaź ze mnie i jedziemy.- zarządziłam.- Przecież nie będziemy tam siedzieć do jutra.- dodałam.
- No dobra, niech ci będzie, ale jak wrócimy to...
- Jak wrócimy, to jedziemy na wizytę z małym.- oznajmiłam.
- Przez tą ciążę strasznie się rządzisz.
- To, ze jestem w ciąży, nie oznacza że ci nie przywalę, więc się pilnuj.- ostrzegłam go.
- Oczywiście moja najukochańsza.- wyszczerzył się.
- Jedziemy. Teraz.
Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w stronę lotniska. Od razu ich znalazłam. Wszystko dzięki zielonym włosom Heidi. 
- Udanej podróży.- przytuliłam Zieloną.
- Dzięki. Już nie mogę się doczekać.
- Tylko uważajcie tam na siebie.
- Hannah, spokojnie. Marcel jest odpowiedzialny.- odparła.
- To ja wiem i te słowa były głównie do ciebie.- powiedziałam.
- Reus nie ciesz się tak, bo ci poprzestawiam twarz przed wylotem.
- Wszyscy mi dzisiaj grożą! Co to ma być.- lamentował.
Heidi spojrzała na mnie pytająco. Zbyłam ja machnięciem ręki.
- To kupcie nam tam coś ładnego.- Marco się zaśmiał.
- No jasne. Tobie kupię smycz, a Han poradnik, jak sobie radzić z dzikim zwierzętami.

~*~
W końcu napisałam *.* średnio mi się podoba. Trochę poprzeskakiwałam w czasie, ale mam pomysł na Ibizę ^^^ (nie wszystkim się to musi spodobać) i chcę to jak najszybciej napisać, bo jeszcze zapomnę xd
BOŻE to już 51 rozdział :OOOO pasowałoby powoli kończyć, co nie?

jprdl xd beka życia HAHAHAHAHA ♥