środa, 17 lipca 2013

53. Heidi takie rzeczy obowiązkowo musisz mi mówić!

Nagle ktoś zasłonił mi słońce.
- Kimkolwiek jesteś i z jakiegokolwiek powodu zakłócasz mi opalanie, odejdź.- mruknęłam.
Poskutkowało. Ktoś się oddalił. Niestety tylko na chwilkę. Coś ciężkiego i mokrego leżało na mnie.
- Marcel!- pisnęłam.- Złaź ze mnie.
- Na mokro lepiej się opalisz.- zaśmiał się.
- Ale jeśli wcześniej zejdę na zawał, nic mi to nie da.- zaśmiałam się.
- Oczywiście.- zawtórował mi.
- Długo tak będziesz jeszcze na mnie leżał?
- Tak, jesteś bardzo wygodna.- pocałował mnie.
- Miałam się opalać, a nie trzymać cię na brzuchu.- uniosłam brew.
Zaśmiał się pod nosem i zszedł ze mnie.
- Dziękuję bardzo kochanie.- uśmiechnęłam się i przewróciłam na plecy.
- Teraz to kochanie.
- Posmaruj mi plecy proszę.- puściłam mimo uszu jego uwagę.- Marcel!- wrzasnęłam kiedy rozpiął mi stanik od stroju kąpielowego.
- Tak się lepiej opalisz.- puścił mi oczko.
Gdyby nie miał trochę racji to dostałby ode mnie po głowie. Mruknęłam coś jeszcze pod nosem i ponownie zamknęłam oczy. Marcel posmarował mi plecy i najprawdopodobniej położył się obok.
Praktycznie cały dzień spędziliśmy na plaży. Nawet dałam mu się namówić na wejście do wody. Pod wieczór zaczęliśmy się zbierać.
- Ale się spiekłam.- jęczałam.
- Trzeba było dłużej leżeć.- wyśmiał mnie.
- Byłam posmarowana kremem z filtrem.- tłumaczyłam.
- Widocznie za słabym.
Klepnęłam go w ramie z uśmiechem.
- Wiesz, która godzina? Bo telefon mi się ładuje w domu.- zapytał.
Zaczęłam grzebać w torebce, ale nigdzie nie mogłam znaleźć telefonu. Sprawdziłam kieszenie, ale tam też go nie było. Zaczęłam się rozglądać dookoła siebie.
- Co jest?
- Cholera, chyba gdzieś mi wypadł.- oznajmiłam.
- Na pewno dobrze sprawdziłaś?
- Tak, nie ma go.
- Poszukaj tu, a ja rozejrzę się po drugiej stronie ulicy.
- Dobra.- odparłam i zaczęłam jeszcze raz, na wszelki wypadek, przeszukiwać torebkę.
Po chwili usłyszałam Marcela, który krzyczał, że go znalazł.
Odwróciłam się i z mojej twarzy momentalnie zszedł uśmiech.
- Marcel uważaj!!- wrzasnęłam z całych sił, ale było za późno.
Na moich oczach jakiś mężczyzna potrącił blondyna. Kiedy facet zorientował się co zrobił szybko zmysł się z miejsca wypadku. Na szczęście udało mi się zapamiętać numery rejestracyjne auta. Sekundę później siedziałam zapłakana obok mojego chłopaka. Leżał nieprzytomny z telefonem w ręce. Wzięłam urządzenie i najszybciej jak potrafiłam wezwałam karetkę. Później paskiem od torebki ucisnęłam mu udo, z którego ciekła krew.
- Marcel, odezwij się, proszę.- coraz bardziej płakałam.
Żadnej reakcji.
Szybko sprawdziłam puls. Mało wyczuwalny, ale był. Teraz najważniejsze, żeby pogotowie przyjechało tak szybko jak się tylko da.
Ludzie mijali nas i nic sobie z tego nie robili. Nikt się nie zatrzymał i nie zapytał czy potrzebuję pomocy. To chyba oczywiste, że potrzebowałam!
- Marcel, błagam powiedz coś. Obudź się!- przetarłam ręką oczy.
Siedziałam tam z jego głową na kolanach. Głaskałam go delikatnie po twarzy.
To zdecydowanie najgorsze wakacje w moim życiu. Dlaczego musiałam zgubić ten pieprzony telefon. Mogłam bardziej go pilnować.
Dość tego użalania się nad sobą. Czasu nie cofnę, chociaż strasznie bym chciała. Teraz muszę się uspokoić i wierzyć, że wszystko będzie dobrze.

- Nie! Nie ma mowy, żebym tu została!- krzyknęłam do jednego z lekarzy.
- proszę mnie posłuchać...
- Nie! Nie rozumie pan, że ja nie odpuszczę?!
Kłóciłam się z nim od kiedy tu przyjechali. W końcu mężczyzna zadał sobie sprawę, że nie dam się tak łatwo spławić i pozwolił mi wsiąść. Złapałam Marcela za rękę i powtarzałam sobie w duchu, że wszystko będzie dobrze. Do szpitala dojechaliśmy w trzydzieści minut. Zostawili mnie w recepcji i zabrali gdzieś Marcela. Wiedziałam, że teraz niczego się nie dowiem, więc usiadłam i starałam się uspokoić.
Zupełnie inaczej miały wyglądać te wakacje.
Siedziałam w poczekalni ponad trzy godziny. Kiedy jeden z lekarzy zszedł na dół od razu go dopadłam.
- O! Witam panno Heidi.- przywitał mnie z uśmiechem.
- Skąd pan mnie zna?- zdziwiłam się.
Głupia jestem. Przecież chodzę ze sławnym piłkarzem, jak mogą mnie nie znać!
- Jest pani dziewczyną Marco Reusa.- wyjaśnił.
- Marco?!- krzyknęłam nie ukrywając szoku.
- No tak.- odparł pokazując mi jakąś gazetę.
Na pierwszej stronie było zdjęcie, z dnia kiedy pomagałam Reusowi w przygotowaniach do zaręczynowej kolacji dla Han. Do tego wielki, biały tytuł "Marco Reus i jego nowa miłość! Ciężarna dziewczyna zamieniona?" A pod spodem krótki artykuł i kilka zdjęć z tamtego dnia.
- Proszę pana to jakaś pomyłka. Ja nie jestem jego dziewczyną. Marco Reus to mój przyjaciel.- sprostowałam.
- Rozumiem, nie chcecie się jeszcze ujawniać.- puścił mi oczko.
- Tu się nie ma co ujawniać! Ja jestem dziewczyną Marcela Schmelzera, którego jakieś cztery godziny temu tutaj przywieziono, ponieważ został potrącony.- oznajmiłam poddenerwowana.
Mężczyzna widocznie był zaskoczony, ale chyba udało mi się go przekonać, że to co powiedziałam było prawdą.
- Mogę się dowiedzieć co z nim?- dodałam po chwili.
- Proszę chwilę zaczekać. Zaraz przyślę odpowiednią osobę.- powiedział i znikł gdzieś.
W tym czasie zadzwoniłam do Han. Do póki nie dowiem się co jest z Marcelem postanowiłam nic jej nie mówić. Kiedy odebrała, zapytałam czy widziała co jest na pierwszych stronach gazet. Odparła, że tak i zaczęła się śmiać. Nie wiem czemu, ale zaczęłam płakać.
- Zielona co jest?- zapytała zmartwiona.
- Marcel miał wypadek.- odparłam.
- Co? Dlaczego od razu mi nie powiedziałaś?!
- Nie chciałam cię martwić.
- Heidi takie rzeczy obowiązkowo musisz mi mówić!- zdenerwowała się lekko.- Jak to się stało?
Opowiedziałam jej całą tą cholerną historię. Wtedy przyszedł lekarz.
- Zadzwonię później. Przyszedł lekarz.- westchnęłam i rozłączyłam się.- Dzień dobry. Co z nim?
- Proszę za mną.
Szybko wzięłam torebkę i poszłam za nim. Wjechaliśmy windą na czwarte piętro. Jak się domyśliłam, tutaj leżał Marcel. Mężczyzna zaprowadził mnie do swojego gabinetu.
- Wyjdzie z tego.- zaczął, a mi od razu ulżyło.- Miał liczne złamania i pęknięcia. Do tego nadciętą tętnicę udową, ale na jego szczęście tym zajęli się dobrze w karetce. Dobrze, że pani wcześniej próbowała tamować krwawienie. Możliwe, że gdyby nie pani, pacjent by nie przeżył.
- Mogę go zobaczyć?
- Tylko na chwilę.- uśmiechnął się do mnie pocieszająco.
- Dobrze.- mruknęłam i wstałam.
~*~
buahahahaha! ja to jednak jestem wredna xd no, ale już za długo było dobrze ^^^
już niedługo na serio kończę to opowiadanie. Nie dlatego, że nie chce mi się go pisać :) po prostu kończą mi się pomysły :c
http://wszystkoowjednym.blogspot.com/ -> spis opowiadań o piłkarzach :3 (zostawiajcie swoje linki ♥)
przy okazji, chciałam wam podziękować za te wszystkie nominacje do Liebster Awards, 40.000 wyświetleń i wszystkie komentarze *-* nawet nie wiecie jak się cieszę, że to opowiadanie wam się podoba ♥
KOCHAM WAS BARDZO MOCNO MISIAKI ♥

#true ♥

piątek, 12 lipca 2013

52. Daj mi go do telefonu.


- Ale się uśmiałeem.- Marco odparł z sarkazmem.
- Dobra, a teraz coś poważniejszego.- zaczęła Heidi.- Mam do ciebie sprawę.- zwróciła się do mnie.
- Mam się czegoś obawiać?- zdziwiłam się.
- Po powrocie z Ibizy przeprowadzam się do Marcela.- powiedziała niepewnie.
- Co? Zostawiasz mnie?
- Dasz radę. Tylko nie krzycz.- zaśmiała się.
- A co z domem?- zapytałam zmieniając temat.
- Leah w nim zamieszka.- oznajmiła.
Spojrzałam na nią jak na idiotkę.
- A od kiedy to wy się tak kochacie?
- W końcu to siostra mojego chłopaka, musiałam się do niej przekonać.- zaśmiała się.
- Marcel ja cię kocham normalnie. Udało ci się ją zmienić w ciągu...- zawahałam się.- Ile wy już jesteście razem?
- Osiem miesięcy.- podpowiedziała mi Heidi.
- No właśnie zmieniłeś ją w osiem miesięcy, a mnie się to nie udało przez kilkanaście lat. Ty jesteś niewiarygodny.
- Uznam to za komplement.- odparł.
- I dobrze, bo to był komplement.
- Bo zacznę się robić zazdrosny.- wtrącił Marco.
- Nie masz o co głuptasie.- zaśmiałam się.- My się zbieramy, bo zaraz mamy wizytę u lekarza.
- Wyślij mi zdjęcie mojego chrześniaka.- Heidi puściła mi oczko.
- Nie ma sprawy. Miłych wakacji.- uśmiechnęłam się i przytuliłam ich.
Wyszliśmy z lotniska i pojechaliśmy do pani doktor.

#Heidi
Lot minął mi na rozmowie z Marcelem i słuchaniu muzyki. Pod wieczór byliśmy na miejscu. Od razu poczułam się lepiej.
- To będą niezapomniane wakacje.- westchnęłam.
- Z tobą na pewno.- pocałował mnie.
Uśmiechnęłam się pod nosem i ruszyłam w stronę taksówki. Mężczyzna zawiózł nas do domku, który wcześniej wynajął Marcel. Zostawiliśmy rzeczy i wyszliśmy na spacer brzegiem plaży. Kiedy wróciliśmy do domu było już sporo po drugiej. Szybko się wykąpałam i wskoczyłam do łóżka. Chwilę później Marcel był obok mnie.
- I jak pierwsze wrażenia?
- To wszystko mnie zauroczyło.- przyznałam.- Jak na razie jestem zachwycona. Oby tak było do końca.- pocałowałam go.
- Na pewno będzie.- przytulił mnie.
- Dobranoc.
- Kolorowych Misiek.
Ułożyłam się wygodnie w jego ramionach i zasnęłam.
Około dwunastej obudził mnie szum fal. Uśmiechnęłam się i przetarłam zaspane oczy.
- Długo się tak przyglądasz?- zapytałam.
- Jakieś dwadzieścia minut, no może trzydzieści.- zaśmiał się.
- Chyba nie zrobiłam nic głupiego przez sen?
- Poza tym, że mnie skopałaś to nie.
- Przepraszam. Wiesz, że nie chciałam.
Nagle blondyn wybuchnął śmiechem. Wtedy zdałam sobie sprawę, ze robił sobie ze mnie żarty. Walnęłam go poduszką w ramię i zaczęłam się śmiać. W pewnym momencie za bardzo się wychyliłam i zleciałam z łóżka. Na szczęście nic sobie nie zrobiłam, choć znając mnie mogło się różnie skończyć.  Zaczęłam śmiać się jeszcze bardziej, a Marcel tylko patrzył na mnie jak na idiotkę.
- Nigdy nie widziałeś jak człowiek spada z łóżka?
- Nigdy nie widziałem, żeby ktoś się po tym śmiał tak bardzo jak ty.
Ogarnęłam się i wyszliśmy trochę pozwiedzać.
Muzea, starówki, kościoły, plaża... a pod wieczór zabawa w klubie.
Większość mężczyzn była mną konkretnie zainteresowana, ale na ich nieszczęście Marcel ciągle był przy mnie. Przez całą noc tańczyliśmy, piliśmy i śmialiśmy się razem. Do domu wracaliśmy pieszo trzymając się za ręce.
- Mam najcudowniejszego chłopaka na świecie i możecie mi go cholernie zazdrościć!- wrzasnęłam i pocałowałam blondyna.
- Jesteś szalona.- zaśmiał się.
- Dopiero teraz to odkryłeś?- włożyłam mu rękę pod koszulkę i przygryzłam wargę.
- Nie kuś, do domu jeszcze kawałek.- mruknął.
- Przecież ja nic nie robię.- odparłam niewinnie.
Spojrzał na mnie z uniesioną brwią.
- Ja wiem co to wszystko oznacza kochanie.
- Skoro wiesz, to może byś trochę przyśpieszył?
- No nie wiem.- droczył się ze mną.
- Marcel, jestem kompletnie pijana i do tego napalona. Wykorzystaj to. Taka sytuacja może się szybko nie powtórzyć.- bełkotałam.
Widziałam zdziwienie na jego twarzy. Kompletnie nie miałam panowania nad tym co robiłam, myślałam i mówiłam. Dlatego nie dziwiłam się, że był tak zszokowany tym co się działo.
Po chwili zaśmiał się jak gdyby nigdy nic. Złapał mnie ponownie za rękę i dalej szliśmy do domu. Mimo sporej ilości alkoholu we krwi starałam się podziwiać Ibizę nocą. To miejsce było cudowne. Pomyśleć, że właśnie skończył się drugi, właściwie trwał już trzeci, dzień naszego pobytu tutaj.
- Przeszło ci już trochę?- zaśmiał się, kiedy byliśmy na miejscu.
- Trochę.- zaśmiałam się i puściłam mu oczko.
Weszliśmy do środka i od razu przemieściliśmy się do sypialni.
Niezapomniana noc na Ibizie.
Obudziłam się około czwartej rano, przez głośne grzmoty. Ziewnęłam i podeszłam do okna. Na dworze rozpętała się porządna burza. Uśmiechnęłam się pod nosem. Rozejrzałam się po pokoju w poszukiwaniu ubrań. Po prawie dziesięciu minutach szukania stwierdziłam, że szybciej będzie jeśli założę nowe ubrania. Szybko wyciągnęłam pierwsze lepsze ciuchy, chwyciłam aparat i wybiegłam z domu, tak żeby nie obudzić Marcela. Nie wzięłam statywu, żeby nie robić sobie zbędnego ciężaru. Pobiegłam około dwustu metrów za dom. Był tam świetny widok na Morze Śródziemne, a jeszcze lepszy na pioruny. Nagrałam krótki filmik powitalny, żeby opowiedzieć gdzie jestem. Później przystąpiłam do najlepszego. Zdjęcia wychodziły cudowne. Każde lepsze od poprzedniego. Byłam tak pochłonięta robieniem zdjęć, ze nie zauważyłam dzwoniącego telefonu. Dopiero, trzy godziny później, kiedy burza się zakończyła, a ja wracałam szczęśliwa do domu, na drodze spotkałam Marcela.
- Gdzieś ty była?- prawie krzyknął.
- Na polanie niedaleko domu. Przebudziłam się, była burza...- tłumaczyłam się.
- Mogłaś mi zostawić wiadomość. Obudziłem się a ciebie nie było. Telefonu też nie odbierałaś. Bałem się, ze coś ci się stało.- przytulił mnie mocno.
Czułam jak mocno i szybko biło mu serce. Zdałam sobie sprawę, ze naprawdę mocno go wystraszyłam.
- Przepraszam.- powiedziałam ze skruchą.
- Najważniejsze, ze nic ci nie jest.- pocałował mnie w czoło.
Objął mnie ramieniem i wróciliśmy do domu. Przebrałam się i razem zjedliśmy śniadanie.
Około dziesiątej poszliśmy na plażę. Kiedy Marcel poszedł po coś do picia, zadzwonił mi telefon.
- No hej co tam słychać?- zapytała Han.
- Dobrze, siedzimy na plaży i się smażymy.- odparłam.- A co tam u was?
- Wszystko po staremu, siedzimy u Marco i oglądamy filmy.
- Zabrałby cię gdzieś a nie.- zaśmiałam się.
- To jemu to mów a nie mi.- zawtórowała mi.
- Daj mi go do telefonu.- zarządziłam.
- Przykro mi, ale wyszedł do sklepu na zakupy. Na razie siedzę z Mario i Kevinem.
- Ma szczęście. Pozdrów ich ode mnie. Muszę kończyć, zadzwonię później. Pa.
- No pa.- powiedziała i się rozłączyłam.
Ułożyłam się wygodnie na kocu i przymknęłam oczy. Wsłuchiwałam się w szum morza i czułam na ciele ciepły wiatr.

~*~
Wiem, że tym, że tak długo na rozdział czekaliście zasłużyłam sobie na spalenie na stosie. XD
ale po prostu nie mogłam się za niego zabrać :o
Przepraszam, mam nadzieję że mi wybaczycie ♥

hahahahahahahahahahahaha xd ♥

czwartek, 27 czerwca 2013

51. Reus nie ciesz się tak, bo ci poprzestawiam twarz.

- Jeszcze raz przepraszam. Mam nadzieję, ze mi wybaczysz.- uśmiechnął się.
- Oczywiście, ze tak.- zaśmiałam się.- Ale obiecaj, że zapiszesz się na tą operację.
- Już to zrobiłem. Szóstego czerwca będzie po wszystkim.- pocałował mnie.- Jeśli nie wierzysz to możesz zapytać Kubę, Sebastiana albo nawet trenera.
- Wierzę ci głuptasie.- przytuliłam go.- Kocham cię Łukasz.- szepnęłam.
- Ja ciebie też Skarbie.
Godzinę później wszyscy byli w drodze do domu, żeby odświeżyć się przed imprezą.
Przez cały ten czas Łukasz praktycznie się nie odzywał. Widać było, ze jest bardzo smutny.
- Łukasz wiem, że ci smutno, ale nie możesz się tak zamartwiać.- pogładziłam go po ramieniu.
- Wiem, ale byliśmy tak blisko wygranej.- pokręcił zły głową.- W pierwszej połowie mogliśmy już wygrać ten mecz.
- Następnym razem im pokażecie kto tu rządzi.- zaśmiałam się i pocałowałam go w policzek.
- Dzięki.- uśmiechnął się.

#Heidi.
- Obiecaj mi, że za rok ich skopiecie. Boże jak ja nienawidzę Bayernu. To jest jedyny klub, którego szczerze nie lubię.- nie dawałam Marcelowi dojść do głosu.- Przecież oni powinni grać w dziesiątkę! Czy ten sędzia ślepy był?!- irytowałam się coraz bardziej.
- Uspokój się, bo jak tak dalej pójdzie to w następnym sezonie nie będziemy mieli z kim grać.- zaśmiał się.
- Ale mi ciśnienie podnieśli. Grrrrrr.
- Pojedziemy na imprezę to się odprężysz.
- Oby, bo inaczej będziesz miał ze mną ciężko.- oznajmiłam.- Mam nadzieję, ze już się tak nie smucisz po tej NIESPRAWIEDLIWEJ przegranej.
- Odkąd zaczęłaś mówić jest lepiej.- wyśmiał mnie.
- Tak bardzo chcesz, żebym się na ciebie obraziła?
- Ależ skąd.- pocałował mnie.- Lepiej leć się szykować bo mamy tylko godzinę.
Wyrobiłam się w czterdzieści minut. Gotowa zeszłam do Marcela, który był już w garniturze.
- Skąd ty go wziąłeś?- zdziwiłam się.
- Miałem w samochodzie.- puścił mi oczko.- To możemy jechać?
- Tak, możemy.
Kiedy dotarliśmy na miejsce, przy jednym stoliku siedziała Zuza z Piszczkiem. Dosiedliśmy się do nich, a po chwili zjawiła się Hannah i Marco.
- Kochanie jak ty ślicznie wyglądasz.- zaśmiał się Reus.
- Na serio jeszcze ci się to nie znudziło?- zawtórowałam mu.
- Mówiłem ci, ze to mi się nigdy nie znudzi.
- To nie wiem jak wytrzymasz tydzień kiedy mnie nie będzie.
- Co? A gdzie się wybierasz?- zdziwił się.
- Jedziemy na Ibizę.- Marcel odpowiedział za mnie.
- Jak możesz mi ją zabierać?!- Marco udawał załamanego.
- Oh, wytrzymasz Misiaczku mój.- poczochrałam mu włosy.
- Co ty robisz?! Układałem tą fryzurę godzinę!- krzyknął oburzony.
Kiedy cały zespół BVB był na miejscu, chłopaki poszli powiedzieć kilka słów i zaczęła się zabawa.

- A ty wiesz że ja cię bardzo kocham?- bełkotałam pijana.
- Tak, wiem.- Marcel się zaśmiał.
- A ty Han wiesz, że cię kocham?
- Oczywiście.
- A wy chłopaki wiecie, że was kocham?- zwróciłam się do Mario, Matsa, Marco, Moritza i Leo.
- Oni nie wiedzą i niech tak zostanie.- wtrącił Schmelle.- My się chyba będziemy zbierać.
- Juuuuż?! Jest dopiero...... o czwarta. Chyba masz rację.
Pożegnaliśmy się ze wszystkimi (którzy jeszcze zostali) i zamówiliśmy taksówkę. Aż się zdziwiłam, że o tej godzinie jeżdżą.
- Jedziemy do mnie.- oznajmiłam i podałam kierowcy adres.
- Miałem tu dużo do gadania.- zaśmiał się.
W połowie drogi położyłam głowę na ramieniu Marcela i zmęczona przysnęłam. Cały czas czułam jak głaskał mnie po głowie i całował w czoło. Kiedy taksówka się zatrzymała przebudziłam się.
- Ciii, Heidi śpij sobie.- szepnął i wziął mnie na ręce.
- Jesteś najlepszy.- mruknęłam i wtuliłam głowę w jego lewy obojczyk.
- Miło słyszeć.- odparł.
Nie mam pojęcia jak poradził sobie z otworzeniem drzwi, trzymając mnie ciągle na rękach, ale wyszło mu to. Położył mnie na łóżku, a kiedy położył się obok kompletnie odpłynęłam.
Miałam bardzo przyjemny sen. Śniły mi się nasze wakacje na Ibizie. Siedzieliśmy na plaży przy zachodzie słońca. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się i nagle Marcel klęknął przede mną i zapytał czy za niego wyjdę.
Obudziłam się z uśmiechem na ustach. Jednak szybko zmienił się w grymas spowodowany straszliwym kacem. Marcela nie było obok.
- Marcel!- krzyknęłam.
- Co jest?- odparł z dołu.
- Możesz mi przynieść wodę?
- Już idę.
Po chwili do pokoju wszedł blondyn z tacką jedzenia.
- Fajny fartuszek.- zaśmiałam się.
- Wiem, podkreśla moje oczy.- zawtórował mi.
- Oh ty mój skromnisiu.- wzięłam tabletkę na ból głowy i wstałam z łóżka.- Idę się przebrać.
Dziesięć minut później byłam z powrotem. Zjedliśmy śniadanie i wyszliśmy na spacer.
- To jak, wprowadzasz się do mnie teraz czy po Ibizie?- zapytał.
- Zależy kiedy się spakuję.
- W tydzień nie zdążysz? 
- Zobaczymy. A dzwoniłeś do Leah?
- Tak. Powiedziała, że z wielką chęcią się tam wprowadzi, oczywiście jeśli się nie rozmyśliłaś.
- Nie skądże, tylko muszę powiedzieć Han.- oznajmiłam.

- Marco puszczaj mnie!- śmiałam się.- Za piętnaście minut musimy być na lotnisku! Muszę się pożegnać z Heidi i Marcelem.
- Oj przestań. Przeżyją.
- Ale ja nie! Już! Złaź ze mnie i jedziemy.- zarządziłam.- Przecież nie będziemy tam siedzieć do jutra.- dodałam.
- No dobra, niech ci będzie, ale jak wrócimy to...
- Jak wrócimy, to jedziemy na wizytę z małym.- oznajmiłam.
- Przez tą ciążę strasznie się rządzisz.
- To, ze jestem w ciąży, nie oznacza że ci nie przywalę, więc się pilnuj.- ostrzegłam go.
- Oczywiście moja najukochańsza.- wyszczerzył się.
- Jedziemy. Teraz.
Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w stronę lotniska. Od razu ich znalazłam. Wszystko dzięki zielonym włosom Heidi
- Udanej podróży.- przytuliłam Zieloną.
- Dzięki. Już nie mogę się doczekać.
- Tylko uważajcie tam na siebie.
- Hannah, spokojnie. Marcel jest odpowiedzialny.- odparła.
- To ja wiem i te słowa były głównie do ciebie.- powiedziałam.
- Reus nie ciesz się tak, bo ci poprzestawiam twarz przed wylotem.
- Wszyscy mi dzisiaj grożą! Co to ma być.- lamentował.
Heidi spojrzała na mnie pytająco. Zbyłam ja machnięciem ręki.
- To kupcie nam tam coś ładnego.- Marco się zaśmiał.
- No jasne. Tobie kupię smycz, a Han poradnik, jak sobie radzić z dzikim zwierzętami.

~*~
W końcu napisałam *.* średnio mi się podoba. Trochę poprzeskakiwałam w czasie, ale mam pomysł na Ibizę ^^^ (nie wszystkim się to musi spodobać) i chcę to jak najszybciej napisać, bo jeszcze zapomnę xd
BOŻE to już 51 rozdział :OOOO pasowałoby powoli kończyć, co nie?

jprdl xd beka życia HAHAHAHAHA ♥

środa, 19 czerwca 2013

50. To leć. Szczęścia wam życzę.

- A może Chiny?- zaśmiałam się.
- To przynajmniej lepsze od Iraku.- zawtórował mi.
- Oj tam przynajmniej jestem oryginalna.- broniłam się.- Polska? Zuza mówiła, że tam jest wspaniale.
- Łukasz też tak mówił.- odparł.- A co powiesz na Paryż?
- Ooo, miasto zakochanych.- rozmarzyłam się.
- Tak, w sam raz dla nas.- pocałował mnie w czoło.
Od ponad godziny siedzieliśmy w pokoju hotelowym Marcela i dyskutowaliśmy o tym gdzie się wybierzemy na „wakacje”. Padło wiele dziwnych pomysłów, większość moich.
- A może na jakąś wyspę? Ibiza? Kuba?
- To nie jest zły pomysł.
- No przecież wiem.- uśmiechnęłam się.- To Polska, Paryż czy Ibiza?
- Do Polski możemy się kiedyś wybrać z Kubą, Piszczem albo Lewym.- oznajmił.
- Też racja. To może Ibiza?
- To ustalone.- pocałował mnie.- Tydzień na Ibizie.
- Już nie mogę się doczekać.- ucieszyłam się.- Myślisz, że do tego czasu Zuza i Łukasz się pogodzą?
- Jestem pewny. Od czasu ich kłótni Łukasz chodzi przybity.
- Zuza też się dziwnie zachowuje.- przyznałam.
- Będzie dobrze, nie musisz się o nich martwić. Łukasz jest odpowiedzialny.- przytulił mnie.
- Mam taką nadzieję.- westchnęłam.
- Spokojnie. Nie zaprzątaj tak tym sobie ślicznej główki.
- Ale się podlizujesz.- zaśmiałam się.
- Wcale nie. Wiem, ze nie muszę.
- Taak? A kto ci tak powiedział?
- Nikt nie musiał mi mówić.- pocałował mnie w policzek.- Już za dobrze cię znam kochanie.- szepnął mi do ucha.
- Nie bądź taki pewny siebie.- zaczęłam go namiętnie całować.

- Bardzo się denerwujesz?- zapytałam, kiedy Marco szykował się na ostatni trening przed meczem.
- Tak, ale staram się to opanować.- zaśmiał się.
- Jak dla mnie już jesteście zwycięzcami.- pocałowałam go.
- Dzięki kochanie.- puścił mi oczko.
- Nie masz za co, a teraz leć, bo się spóźnisz.- klepnęłam go w tyłek, śmiejąc się.
- Do zobaczenia na meczu!- krzyknął i wyszedł z pokoju.
Kilka minut później byłam w drodze do Heidi. Weszłam akurat, kiedy żegnała się z Marcelem.
- Oh oh, jak słodko.- zaśmiałam się.
- Nikt cię nie nauczył pukać?- Heidi rzuciła we mnie poduszką.
- Uczę się od najlepszych.- puściłam jej oczko.
- To ja lecę. –powiedział Marcel i wyszedł.
- Idziemy pozwiedzać sklepy przed meczem?- zaproponowałam.
- Głupie pytanie. Jasne, że tak.- zaśmiała się.- Pytałaś Zuzę?
- Tak, ale powiedziała, ze nie ma nastroju.
- Mogliby się już z Łukaszem pogodzić.- westchnęła.
- W końcu się pogodzą, zobaczysz. A teraz lecimy.
Wyszłyśmy z hotelu i skierowałyśmy się do jakiegoś centrum handlowego.
- Jeszcze ci się nie chwaliłam.- Heidi zaczęła się szczerzyć.- Wyjeżdżam z Marcelem na Ibizę.

Siedziałam w pokoju hotelowym i czekałam na ulubiony serial. Łukasz dawno wyszedł na trening. Od ostatniej kłótni sprzeczamy się o wszystko. Chciałam dostać oddzielny pokój, ale wszyscy (oprócz mnie i Piszcza) uznali, że jeśli wylądujemy razem to w końcu się pogodzimy. Jesteśmy tu już kilka dni i na razie nie działa.
Nagle usłyszałam otwieranie się drzwi. Z początku myślałam, ze to dziewczyny przyszły, żeby dalej mnie namawiać na zakupy. Jak się później okazało myliłam się. Do pokoju wleciał Piszczu, w jeszcze gorszym nastroju, niż kiedy wychodził.
- Co jest tym razem?- zapytałam niby od niechcenia.
- Tym razem?!- prawie krzyknął.
- Bardzo przepraszam, ale to nie ja od kilku dni o wszystko się czepiam.- syknęłam.
- Że niby ja się czepiam?- zdziwił się.
- Nie no coś ty! To mi nie pasowało śniadanie. To mi nie pasowała pościel, łazienka, telewizor i to mi nie podobał się kolor ścian!- wrzasnęłam.- A przede wszystkim to zapewne mi nie odpowiadał lokator.- dodałam trykając go palcem w klatkę piersiową.
- Ale to nie ja zwalam całą winę na innych.- odparł oschle.
- Nie wierzę, że aż tak się zmieniłeś.- szepnęłam ze łzami w oczach.- Nadal nie rozumiesz, ze się o ciebie martwię?!- wybuchnęłam.
- Rozmawialiśmy na ten temat i wiesz, jak się to skończyło. Więc proszę nie zaczynaj znowu!- zabrał wodę i wyszedł.
Usiadłam na kanapie i rozpłakałam się. Dokładnie tak, od przyjazdu do Londynu, wyglądają nasze rozmowy. Kiedy tylko zacznę trudny dla niego temat, zaczyna krzyczeć i wychodzi.
Spojrzałam na pierścionek zaręczynowy i przypomniałam sobie wszystkie te cudowne chwile. To dało mi siłę.
- Nie poddam się. Jeszcze dzisiaj wszystko będzie okej.- zarządziłam.
Przetarłam łzy i zadzwoniłam do dziewczyn, o której spotykamy się, przed meczem. Miałam jeszcze ponad trzy godziny. Wzięłam długą, odprężającą kąpiel. Półtorej godziny przed umówionym czasem zaczęłam się szykować. Skończyłam akurat, kiedy dziewczyny przyszły.
- Widzę, że jesteś pozytywnie nastawiona. Wszystko już okej?
- Jeszcze nie Han, ale jeszcze dzisiaj będzie.- uśmiechnęłam się.
- I taką Cię kocham.- Heidi mnie przytuliła.
- Dzięki… To idziemy?
- Jasne.- odparły.

- Nie! To jest zły sen prawda?!- mówiłam przez łzy.
Na Wembley wszyscy kibice BVB byli załamani. Bayern Monachium wygrał Ligę Mistrzów. Mimo tego wszyscy, którzy naprawdę byli dzisiaj sercem z Borussią, podziękowali piłkarzom i całemu sztabowi za wspaniały sezon. Chłopaki dali z siebie wszystko.
Przez parę minut kompletnie się wyłączyłam. Han i Heidi coś do mnie mówiły, ale nie kontaktowałam. Wszystkie moje myśli krążyły wokół pewnego piłkarza odbierającego medal. Łukasz miał minę jakby przegrał wszystko. Nie wstydził się łez, które ciekły i nie miały zamiaru przestać.
- Chyba naprawdę nie wiedziałam, jakie to dla niego ważne.- mruknęłam.
Kiedy wszyscy wrócili na boisko, jak torpeda wystartowałam z trybun. Miałam jak najszybciej znaleźć mojego Piszcza.
Od razu go zauważyłam. Stał z Kubą i Sebastianem. Bez wahania podbiegłam i mocno go przytuliłam.
- Przepraszam.- wyszeptałam.
Łukasz stał jak wryty. Chyba się tego nie spodziewał.
- Teraz mówisz, że to ty powinieneś ją przeprosić.- podpowiedział mu Błaszczykowski i puścił mi oczko.
- Tak.. Ja przepraszam. Zuza, wiem że się o mnie martwisz i dziękuję ci za to, ale ten meczem naprawdę był dla mnie ważny.
- Rozumiem i przyjmuję przeprosiny.- pocałowałam go.
Strasznie mi tego brakowało. Jego bliskości, dotyku, pocałunków…
- To ja nie przeszkadzam.- powiedział Kuba i zerknął w stronę jakiejś blondynki.
- A kto to jest?- zaciekawiłam się.
- Agata.- uśmiechnął się.- Poznałem ją parę dni temu.
- To leć. Szczęścia wam życzę.- zaśmiałam się.
- Dzięki. Do zobaczenia później.- odparł i popędził w stronę nowej dziewczyny.
~*~

Wiem, że długo nie pisałam xd ale miałam chwilowy brak weny ;_;
może wam się trochę spodoba ;3
Wiem też, ze miałam jeszcze więcej namieszać Piszczowi i Zuzie, ale nie mogłam na nic wpaść x.x

Konkurs ->> http://imagineitifyoucan.blogspot.com/

jakie to prawdziwe xd ♥


poniedziałek, 10 czerwca 2013

49. Będę cię miał zawsze przy sobie.

#Hannah
Praktycznie całą noc nie spałam. Nie mogłam uwierzyć, że Marco mi się oświadczył. To uczucie było nie do opisania.
Leżałam na łóżku i przyglądałam się jak mój narzeczony śpi. Widok idealny.
- Wiem, że się na mnie patrzysz.- usłyszałam zaspany głos.
- Niby skąd?- zdziwiłam się.
- Zgadywałem.- zaśmiał się.
Nagle obrócił się gwałtownie i zaczął mnie łaskotać.
- Maluszku ratuj mamę! Kopnij tatę porządnie.- śmiałam się.
- Znowu to robisz! Nastawiasz dziecko przeciwko mnie.- powiedział tym samym tonem.
- Jakoś muszę sobie radzić.- wzruszyłam ramionami.- Marco!
- Co jest?! Rodzisz?!- wystraszył się.
- To jest dopiero początek trzeciego miesiąca!- wyśmiałam go.
- To o co chodzi?
- Telefon mi dzwoni.
Godzinę później zwlekliśmy się z łóżka. Marco poszedł robić śniadanie, a ja się ubrałam.
- Mamy dzisiaj sporo roboty. Jak wrócimy od lekarza, to trzeba obdzwonić przyjaciół, zrobimy jakąś imprezę. Tylko trzeba jeszcze do sklepu wjechać.- powiedziałam schodząc ze schodów.
- Okej.- odparł i mnie pocałował.
Zjedliśmy śniadanie i pojechaliśmy do lekarza.  Zanim weszliśmy do gabinetu minęła prawie godzina. W tym czasie zdążyliśmy zawiadomić wszystkich o imprezie.
- Dzień dobry
- Dzień dobry Hannah.- odparła pani doktor z uśmiechem.- Jak się domyślam to tatuś?- wskazała na Marco.
- Tak.- uśmiechnęłam się.
- Marco Reus.- wyciągnął dłoń.
- Elizabeth Linkolns.- uścisnęła ją.- To jak? Zaczynamy.
Marco usiadł przy mnie i złapał za rękę.
- Jeśli chcecie to mogę wam już zdradzić płeć dziecka.
- Tak, chcemy- odparliśmy zgodnie.
- Nie jestem pewna na sto procent, bo jest jeszcze wcześnie, w końcu to dopiero trzynasty tydzień, ale najprawdopodobniej będzie to chłopiec.
- Tak! Marco Junior!
- Może Mały zajmie miejsce tatusia w Borussii.- zaśmiała się.
- Już ja się o to postaram.- oznajmił Marco.
- No synku, będziesz miał ciekawe życie z takim tatusiem.
Jeszcze chwilę porozmawialiśmy z panią doktor. Głównie mówiła mi co mogę robić, a czego nie.
- To chyba tyle.-uśmiechnęła się.- Zapraszam ponownie mniej więcej za miesiąc.
- Dziękujemy. Do widzenia.
Około piętnastej byliśmy w sklepie. Zrobiliśmy najpotrzebniejsze zakupy i wróciliśmy do Marco, wcześniej wjeżdżając do mnie po jakiś ciuch na nasze party.
Dwie godziny później byliśmy na miejscu planowanej imprezy.
Wszyscy zaproszeni zaczęli się schodzić około dziewiętnastej. Oczywiście jako pierwsza zjawiła się Heidi z Marcelem, później Zuza i Łukasz. Jako ostatni przyszedł Mario.
- To zanim zaczniemy. Mamy z Marco wiadomość dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą.- spojrzałam znacząco na Heidi.- Marco i ja jesteśmy zaręczeni.- uśmiechnęłam się.
Kiedy już przyjaciele skończyli nam gratulować, zaczęła się zabawa. Ja oczywiście nie piłam. Marco też próbował, ale po dziesięciu minutach stwierdził, że nie da rady i popędził do Mario.

#Zuza.
- Łukasz, jeśli zaraz się nie zbierzesz, to obiecuję ci, że tym razem nawet Kuba cię nie uratuje.- śmiałam się.
- Kochanie. Dziesięć minut i wychodzimy.- pocałował mnie.
- Okej, ale wtedy dziesięć minut krócej będ....
- Dobra! My lecimy! Wiecie, nowe łóżko i te sprawy.- przerwał mi.
- Łukasz, ty wiesz, ze nie mamy nowego łóżka?- spojrzałam na niego podejrzliwie.
- Ciii. Idziemy. Szybko szybko.- klepnął mnie w tyłek.
Śmiejąc się pod nosem, jeszcze raz pogratulowałam narzeczonym i wyszliśmy. Taksówka już czekała. Łukasz podał kierowcy adres i ruszyliśmy.
Kiedy dotarliśmy do domu, oczywistym było, że Piszczu nie da mi spać. Tak więc tej nocy testowaliśmy "nowe" łóżko.
Rano, ubrałam się i od razu popędziłam do kuchni. Wiedziałam, że gdy tylko mój narzeczony wstanie będzie jęczał, ze boli go głowa i chce mu się pić. Nie pomyliłam się. Łukasz był teraz kompletnym wrakiem człowieka.
Dobrze, że wczoraj na imprezie był Klopp. Dzięki temu nie mają dzisiaj treningu.
- Co dzisiaj robimy?- zapytałam siadając obok Piszcza na kanapie.
- Nie wiem. Masz jakieś propozycje?
- Może przejdziemy się nad  jezioro.- zaproponowałam.
- Niech będzie.- pocałował mnie w policzek.
Przez chwilę go obserwowałam. Zachowywał się troszkę dziwnie. Obawiałam się, że znów zaczynają się problemy z biodrem. Ostatnio coraz częściej go bolało.
- Coś się stało?- wyrwał mnie z zamyśleń.
- To chyba ja powinnam zapytać. Łukasz widzę, że coś jest nie tak.
- Wszystko jest okej.- uśmiechnął się.
Sztucznie.
- Proszę, nie kłam. Znam cię wystarczająco długo. Martwię się. Znowu chodzi o biodro?
- Tak.- przyznał w końcu.- Ale wezmę coś przeciwbólowego i przejdzie.
- Łukasz! To jest poważna sprawa. I dobrze wiesz,  co o tym myślę.
- Wiem i rozumiem to, ale nie mogę teraz zostawić drużyny. Potrzebują mnie.
- Do jasnej cholery! Oni dadzą sobie radę!- zdenerwowałam się.
- Zuza....
- Nie Łukasz! Twoje zdrowie jest ważniejsze. Kevin może cię zastąpić.
- Ale ja nie chcę. Chcę grać. Operacja może trochę poczekać.
- Czy ty słyszysz samego siebie?! Nie mówimy tu o wycinaniu wyrostka. To jest poważna operacja.
- Dam radę.- upierał się.
- Zobaczymy czy będziesz tak mówił, jeśli już w ogóle nie będziesz mógł grać!- krzyknęłam.
- Nie będę, bo tak nie będzie!
- Naprawdę chcesz poświęcić zdrowie, dla kilku meczy?!
- To nie są zwykłe mecze! To jest Liga Mistrzów! Nie rozumiesz?!
- No właśnie nie rozumiem! I nie chcę rozumieć! Martwię się o ciebie idioto!
- Wcale nie musisz! Mówię ci że dam radę.
- To mnie wcale nie uspokaja! Mam dość patrzenia jak praktycznie każdego wieczoru cierpisz z bólu! Mam dość tej bezsilności, bo wiem że nie mogę ci pomóc! Mam tego dość!- zaczęły cieknąć mi łzy.
- A myślisz, że ja nie?!
- To dlaczego nie poddasz się tej cholernej operacji?!
- Ile razy mam ci powtarzać, że te mecze są dla mnie ważne?!
- Ważniejsze ode mnie?!- wypaliłam.- Są ważniejsze ode mnie?! No powiedz!
- Nie  są! Jasne, że nie
- Ale?- dokończyłam za niego.
- Nie chcę przegapić takiej okazji.
- Wiesz co?! Daj znać jak zmądrzejesz.- syknęłam i wybiegłam z mieszkania.
Pobiegłam do Kuby. Chciałam zadzwonić do dziewczyn, ale doszłam do wniosku, ze pewnie będę im tylko przeszkadzała.
- Zuza? Coś się stało?- otworzył mi drzwi.
- Chyba tak.- przetarłam polik.
- Wchodź. Porozmawiamy.- objął mnie ramieniem.- To o co chodzi?- zapytał gdy usiedliśmy.
- Nie przeszkadzam?- upewniłam się.
- Nie. Może Łukasz ci mówił, rozstałem się z Dominiką, więc mam dużo wolnego czasu.- uśmiechnął się.
- Przykro mi.
- Niepotrzebnie. Mów co się stało.
- Pokłóciłam się z Łukaszem.- westchnęłam.
- O co poszło.
- O jego biodro. Wiesz, że od kilku dni ciągle skarży się na ból.- powiedziałam, na co wytrzeszczy oczy.- Naprawdę nie wiedziałeś?!- zdziwiłam się.
- Nic mi nie mówił.- odparł.
- Myślałam, że wiesz.- mruknęłam.- Przed chwilą właśnie się o to pokłóciliśmy. Nie mogę patrzeć jak on cierpi, ale on nie potrafi tego zrozumieć.- wyżaliłam się.
- Łukasz jest uparty, to prawda.- przyznał Kuba.- Ale nie martw się. Wiem, że bardzo mu na tobie zależy i w końcu zrozumie. Znajdziecie kompromis.- przytulił mnie.
- Tak myślisz?
- Ja to wiem.- puścił mi oczko.- Tylko nie pokazuj, że ci nie zależy. On musi wiedzieć, że naprawdę ci przykro.
- Miejmy nadzieję, że się uda.

#Heidi.
- Nie mogę uwierzyć, że to już finał!- ekscytowałam się.
- Kochanie, spokojnie. Gramy jutro.- Marcel się zaśmiał.
- No tak, ale... TO FINAŁ!
Blondyn zaśmiał się i poprawił na kanapie. Siedział, a ja leżałam z głową na jego kolanach. Było bardzo wygodnie.
- Chyba cieszysz się bardziej niż ja.
- No proszę cię. Nawet mi nie mów, że się nie cieszysz.
- Jasne, ze się cieszę, ale nie okazuję tego tak jak ty.
- Nic na to nie poradzę.- pociągnęłam go za koszulkę i pocałowałam.
Podniosłam się i usiadłam mu na kolanach.
- Wprowadź się do mnie.- powiedział opierając swoje czoło o moje.
- Co?- zaśmiałam się nerwowo.
- Wprowadź się do mnie.- powtórzył.
- Mówisz serio?
- Zawsze mówię serio.- uśmiechnął się.- Będę cię miał zawsze przy sobie. Po treningach będę mógł cię przytulić i nie będę obawiał się, ze musisz iść.- mówił jeżdżąc dłonią po moim ramieniu.
- A co z moim domem? Będę musiała go sprzedać.
- Może nie. Mogę go wynająć dla Leah, jeśli się zgodzisz.
- Jasne. Musisz tylko do niej zadzwonić.
- Czyli ustalone. Wprowadzasz się do nas zaraz po naszych wakacjach, po finale.
- To też było na serio?
- No jasne, że tak. Trzeba tylko ustalić gdzie się wybieramy.- pocałował mnie.
~*~
Od razu uprzedzam, że nie musicie się martwić o Piszcza i Zuzę. To jeszcze nie koniec. ^^^
mam nadzieję, że się podoba :3
możecie mi pozadawać jakieś pytania ;p ja nie gryzę ^^ (zakł. Pytania)
Kocham Was Miśki ♥ Do następnego ;*

khbvkdjsbvkdbvksz ♥__♥

środa, 5 czerwca 2013

48. Już chyba wiesz o co chodzi.

#Marco
- Denerwuję się. Ja się denerwuję.
- Reus uspokój się. Zachowujesz się jak pięcioletnie dziecko.- Heidi mnie wyśmiała.
- To nie moja wina. Ty byś się nie denerwowała na moim miejscu?
- Nie.- zaśmiała się.- Bo ja nigdy nie będę na twoim miejscu.
- Może i nie, ale wyobrazić sobie możesz, nie?
- No właśnie nie.- przyznała.- Już. Nie stresuj się tak blondynko.- klepnęła mnie w tyłek.
- Nie podrywaj mnie! Wiem, ze na mnie lecisz i w ogóle, ale ja mam dziewczynę. I to ciężarną!
- Trzeba było się zabezpieczać, to by dziecka nie było.
- Jesteś niemożliwa!- wybuchnąłem śmiechem.- Dziwię się jak Marcel z tobą wytrzymuje. Nigdy go nie widziałem z dziewczyną twojego typu.- oznajmiłem.
- Mojego typu?- zdziwiła się.
- Chodzi mi o to, ze jego dziewczyny zawsze były prawie jak on. Wyciszone, spokojne i milutkie.
- Chcesz mi powiedzieć, ze nie jestem wyciszona i milutka?- oburzyła się i rzuciła we mnie wstążką.
- Nie, wcale nie.- broniłem się.- Ty po prostu jesteś jego kompletnym przeciwieństwem.- wyjaśniłem.
- Powiedzmy, ze kupiłam tą wersję.- zaśmiała się.
- A co z tymi balonami?
- No jak to co? Dmuchaj!- zarządziła.
- A ty? Miałaś mi pomóc.
- Ja, jako, że tylko pomagam, będę je wiązała.
- Zabawne, baaardzo zabawne. Ciekawe jak ja się później odezwę.
- Spokojnie. Bez twojego gadania się obejdzie bejbe. A teraz ruszaj ten seksi tyłek i do roboty!
Zaśmiałem się pod nosem i zabrałem do dmuchania balonów. Na tym zajęciu zeszły mi prawie dwie godziny. Ledwo oddychałem, ale warto było. Zanieśliśmy wszystkie do mojej sypialni na podłogę.
- Dobra. Miejsce gdzie zapłodniłeś moją przyjaciółkę mamy z głowy. Co robimy w salonie?
- Myślałem, żeby zrobić romantyczną kolację. Tylko jest jeden problem.
- Jaki?
- Nie umiem gotować.- przyznałem.
- HAHAHHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHA. To jak chcesz zrobić tą kolację?
- No właśnie.- zacząłem się do niej szczerzyć.- Pomyślałem sobie, że może mi pomożesz.
- Że ja? Mam gotować? Dobre żarty.
- No Heidi! Kochanie. Błagam Cię! Wiem, że umiesz.
- Skąd niby?- uniosła brew.
- Heidi, mi kiedyś mówiła.- uśmiechnąłem się.
- Dobra. Ale jeśli kiedyś ją skrzywdzisz, to będziesz się dławił tym co przygotowałam.
- Pierwszy raz mi grozisz, jeśli chodzi o Han.- zaśmiałem się, dość nerwowo.
- Bo to poważna sprawa.- przymrużyła oczy.
- Okej okej.- uniosłem ręce.
Heidi poszła do kuchni a ja zabrałem się za przystrojenie stołu. Byłem z siebie dumny, kiedy udało mi się równo położyć obrus.
- Wiesz co mnie zawsze zastanawiało?- odezwała się nagle.
- Co takiego?
- Dlaczego fani i paparazzi, prawie wcale was nie męczą.
- Po prostu umiemy się z nimi dogadać. Poza tym w Dortmundzie BVB jest traktowane jak świętość, ale to chyba wiesz, co nie?
- No tak. To można powiedzieć, że żyje wam się tutaj wspaniale.
- Można tak powiedzieć.- zaśmiałem się.- Dzięki, że mi pomagasz.
- Nie ma za co.- odparła.- A dlaczego nie poprosiłeś Mario?
- Sam nie wiem. Coś mi podpowiadało, że ty będziesz lepsza.
- Uznam to za komplement.- uśmiechnęła się.
- Bo to był komplement- puściłem jej oczko.
- I kto tu flirtuje.- zaśmiała się.
Pokręciłem głową i wróciłem do szykowania stolika. To jest na serio trudniejsze niż myślałem. Nigdy nie lubiłem się bawić w jakieś szczegóły i inne duperele. Ale muszę się postarać, bo w końcu chodzi o Hann.
Wyrobiliśmy się ze wszystkim kilkanaście minut po szesnastej. Hannah miała być u mnie o siedemnastej.
- No to ja spadam kochasiu.
- Lepiej trzymaj za mnie kciuki, a nie się śmiejesz.
- Nie masz się czym martwić.- przytuliła mnie.
- Jeszcze raz dziękuję za pomoc kochanie.- uniosłem brew.
- Oj Reus, ty blondynko. Powodzenia.- zaśmiała się i wyszła.
Zamknąłem drzwi i poszedłem się przebrać.

Kompletnie nie ma pojęcia o co chodziło Marco, kiedy zadzwonił dzisiaj rano i oznajmił, ze mam się ładnie ubrać i na siedemnastą u niego być. Dowiedziałam się tylko, że to miła niespodzianka. Jeszcze bardziej się przeraziłam. Znając jego możliwości, a właściwie nie znając ich, mogę spodziewać się nawet lotu na Marsa. Tym bardziej, że podobno Heidi mu pomagała.
Próbowałam odsunąć od siebie wszystkie te myśli i jakoś się wyciszyć. Kilka minut przed szesnastą zaczęłam się szykować.
- Chyba jednak nie powinnam zakładać tych szpilek.- mruknęłam patrząc na odbicie w lustrze.- Ciąża wymaga poświęceń.- dodałam zmieniając je na baletki.
Wzięłam torebkę i wyszłam z domu. U Marco drzwi były otwarte, więc weszłam bez pukania.
- Marco.- zawołałam.

#Marco.
- Już idę Skarbie.- odparłem, kiedy usłyszałem wołanie.
Poprawiłem włosy, psiknąłem się perfumami, schowałem pierścionek do kieszeni i wyszedłem do niej.
- Teraz nie ma odwrotu stary.- pomyślałem.
- Łał, jak tu ślicznie. Nie spodziewałam się.- zaśmiała się.- A z jakiej to okazji?
- A musi być okazja?- zapytałem.- Ale możemy uznać, że to dla naszego maluszka.- uśmiechnąłem się i pocałowałem ją.
- Powiedzmy, że wierzę.- uniosła brew.
- Jak wolisz.- wzruszyłem ramionami.- Widzisz kochanie, mamusi mi nie wierzy.- powiedziałem głaszcząc brzuch Han.
- A właśnie. Jutro mam wizytę. Idziesz ze mną?
- Mam trening.- odparłem smutno.
- Wiem, dlatego umówiłam nas pod wieczór. To jak?- zapytała siadając przy stole.
- Skoro tak, to jasne, że idę.- oznajmiłem.
Siedzieliśmy przy kolacji już ponad trzy godziny, a ja nadal nie mogłem się zebrać na odwagę, żeby poprosić ją o rękę.
- Przyniosę jeszcze szampana.- oświadczyłem lekko zdenerwowanym głosem.
- Nie powinnam już pić.- zaśmiała się.
- Skusisz się jeszcze na lampkę. Możesz iść do mojego pokoju.
Teraz już naprawdę nie było odwrotu. Hannah wstała i ruszyła w stronę sypialni. Włożyłem rękę do kieszeni i nerwowo bawiłem się pudełeczkiem.
- Dasz radę. Spokojnie ona się zgodzi.- pocieszałem się.
- Marco o co tu chodzi?
- Chyba już jest w pokoju.- zaśmiałem się.
- Już idę.- zawołałem.
Chwyciłem szampana i poszedłem do pokoju. Wiedziałem, ze się zdziwi. W końcu cała podłoga była w balonach, a sypialnię mam dość dużą.
Postawiłem szampana na biurku i uśmiechnąłem się do szatynki.
- Co ty kombinujesz?- spojrzała na mnie rozbawiona.
Jej oczy były tak radosne, jak wtedy gdy się poznaliśmy. To w tym spojrzeniu tak się zakochałem.
- Usiądź.- wskazałem na łóżko.
Kiedy się tam znalazła podszedłem bliżej i łapiąc ją za dłoń klęknąłem.
- Nie!- niedowierzała,
Uśmiechnąłem się i zacząłem mówić.
- Już chyba wiesz o co chodzi. Więc Hannah. Mam nadzieję, że uczynisz mi ten zaszczyt i zgodzisz się zostać panią Reus. Wiem, że czasem się kłócimy, ale kocham cię najbardziej na świecie i nie potrafię o tobie nie myśleć. Wyjdziesz za mnie?
- Tak! Oczywiście, że tak.
Założyłem jej pierścionek na palec i pocałowałem.
- Kocham Cię Marco.
~*~
macie rozdział, a ja w końcu lecę spać xd ♥
nawet za bardzo nie wiem co jest w tym rozdziale, więc się nie dziwcie, że tam może być coś od czapy xd

właśnie tak teraz wyglądam xdd #heheszki

piątek, 31 maja 2013

47. Znalazłem go na podłodze.

Siedziałem z nią dopóki nie zasnęła. Jak można skrzywdzić tą dziewczynę?! Przecież ona jest jak anioł, szalony i nieobliczalny, ale jednak. Nigdy więcej nie pozwolę jej skrzywdzić. Już swoje przeszła. Rozpracowałem ją. Wydaje się twarda, ale tak naprawdę to wrażliwa dziewczyna, która potrzebuje dużo miłości po tym, co ją spotkało.
- Nikt cię już nie skrzywdzi kochanie.- poprawiłem jej opadający kosmyk włosów i wyszedłem.
Na dole nie było już prawie nikogo.
- Co z nią?!- prawie wrzasnęła Han.
- Śpi.- odparłem.
- Co tam się w ogóle stało?- zapytała.
- ... i wtedy wszedłem do pokoju. Wykastruję tego gnoja jak psa.
- A ja z chęcią ci pomogę.- wtrącił Mats.
- Boże, to już drugi raz. Przecież ona się załamie.
- Hannah, płakanie nic tu nie da.- Marco ją przytulił.
- Wiem, ale jest mi tak źle, że ona znów tak cierpi.
- Czasu nie cofniemy, teraz tylko możemy spróbować jej jakoś pomóc.- powiedział Mario.
- Poza tym Han, nie możesz się teraz denerwować, to szkodzi dziecku.- oznajmił Marco.
- To nie jest takie łatwe.
- Musisz być silna. Dla Heidi, dla mnie.- pocałował ją.
- Idźcie już do domu. Nie ma sensu, żebyście tu siedzieli. Ja z nią zostanę. To chyba będzie najlepsze rozwiązanie. Chłopaki, powiecie trenerowi, dlaczego mnie nie ma na treningu.- zaproponowałem.
- Han ty się nawet nie odzywaj. Musisz odpocząć.- zarządził Marco.
- Dobra.- poddała się.- Ale jeśli będziecie czegoś potrzebować to od razu do mnie dzwonisz.- zwróciła się do mnie.
- Oczywiście.- przytuliłem ją.
Odprowadziłem ich do wyjścia, a kiedy zostałem sam wróciłem do Heidi.

#Heidi
Obudził mnie czyjś dotyk na twarzy. Lekko się przestraszyłam, bo bałam się że to znowu może być Daren. Wzdrygnęłam się.
- Spokojnie. Heidi to ja, nie musisz się bać.- usłyszałam szept Marcela.
Cofnął dłoń.
Otworzyłam oczy i spojrzałam na niego.
- Dlaczego to zrobiłeś?
- Ale co?
- Dlaczego zabrałeś dłoń?
- Pomyślałem, ze możesz się bać takich gestów, no wiesz po tym co się stało- odparł.
- Miałabym się ciebie bać? Jesteś teraz osobą, której najbardziej potrzebuję.- przytuliłam go.
- Wiedz, że zawsze możesz na mnie liczyć.- uśmiechnął się.
- Wiem.- odwzajemniłam gest.- Kocham Cię.
- Ja Ciebie też Misiek.- pocałował mnie w policzek.
Nie zasługuję na tak wspaniałego chłopaka. Robi wszystko, żebym czuła się bezpieczna i kochana. Nie sądziłam, że kiedyś kogoś takiego spotkam.
- Może położysz się spać? Jest trzecia, powinnaś odpocząć.- zaproponował.- Ja będę na dole.
- Marcel.- złapałam go za dłoń.- Nie zachowuj się jakbyśmy dopiero się poznali. Chcę żebyś był obok mnie. Wtedy czuję się bezpieczna.- pocałowałam go.
Zrobiłam to bardzo delikatnie, bo jednak jakieś obawy przed takimi gestami, po takim przeżyciu, zawsze będą. Zaskoczyłam go tym, ale wiedziałam że jest zadowolony. Ja też byłam, szczególnie z tego, że wzięłam się w garść i nie zachowywałam tak jak poprzednio.
- Zostaniesz?- zapytałam.
- Oczywiście, że tak.- odparł.
Ułożyłam się na jego klatce piersiowej i wdychając moje ulubione perfumy zasypiałam. Ostatnie co pamiętam to, to że Marcel delikatnie mnie objął.

- Wstajemy królewno. Już prawie trzynasta.- Marcel próbował mnie obudzić.
Postanowiłam się trochę z nim pobawić i tak od razu się nie budzić.
Mruknęłam i obróciłam się plecami do niego.
- Heidi Kochanie wiem, że ty wręcz uwielbiasz spać, ale zaraz pewnie wpadnie tutaj Hannah, a nie chcesz być chyba budzona przez nią co?- zaśmiał się.
- Marcel Kochanie, Misiu, Skarbie mój, daj mi jeszcze ze trzy godzinki.- prosiłam z zamkniętymi oczyma.
- Trzy godziny? Heidi to nie pora na zapadanie w sen zimowy. Tak długo będziesz mogła spać jak już urodzisz mi gromadkę dzieci.- zażartował i zaczął mnie całować.
- Na to właśnie czekałam.- zaśmiałam się.- Naprawdę chcesz mieć ze mną dzieci?- zapytałam i położyłam się na nim.
- Chyba jasno się wyraziłem.- uśmiechnął się.- Ale najpierw ty i ja przed ołtarzem przyrzekający sobie miłość do końca życia.- ponownie mnie pocałował.
- Mogę ci to przyrzec tu i teraz.- spojrzałam mu w oczy.- Kocham twoje oczy.- zaśmiałam się.
- A ja twój śmiech.- odparł.
- Proszę cię, on jest beznadziejny.
- Dla mnie jest uroczy, jak cała ty.- pocałował mnie w czubek nosa.
- Jesteś najlepszym co mnie spotkało.- przyznałam.- Wiedz, że jeszcze nikomu czegoś takiego nie mówiłam.
- To jestem jakiś wyjątkowy?- zdziwił się.
 - Najwidoczniej.- puściłam mu oczko.
- To może wstaniesz w końcu królewno?
- Musiałeś popsuć taka chwilę książę?
- Tak, ponieważ nie chcę zostać pożarty przez smoka, który się o ciebie strasznie martwi.
- To wiele wyjaśnia. Zaraz do niej zadzwonię.
Hannah odebrała po pierwszym sygnale. Jakby czatowała przy telefonie. Pogadałam z nią chwilę. Zdziwiła się moim nastawieniem, ale wiedziałam, że jest dumna i szczęśliwa. Chciała wpaść, ale oznajmiłam, że dzisiaj Marcel w zupełności mi wystarczy i że może to przekazać innym.
- Załatwione. Możemy cały dzień tu leżeć. Jak dla mnie bosko.
- A mam inne wyjście.- zaśmiał się.
- Fajnie, że się zgadzamy.
- To co robimy?- zapytał.
 Spojrzałam na niego znacząco, chyba domyślił się o co mi chodzi.
- Ale, jesteś pewna? Heidi to zależy wyłącznie od ciebie.
- O to chodzi. Nie jestem pewna i nie dowiem się tego póki nie spróbuję, a tylko ty możesz mi pomóc.- zaczęłam go całować.
- Dlaczego ja nigdy nie umiem ci odmówić?- odparł.
- Umiesz, jeśli chodzi o chodzenie o kulach.- zaśmiałam się i wplątałam ręce w jego włosy.
- Pamiętaj, że chodziło o twoje zdrowie.- przypomniał mi zdejmując mi bluzkę.
- A teraz chodzi o moją psychikę.- oznajmiłam, odwiedzając się tym samym.
- Sprytne.- zaśmiał się i namiętnie mnie pocałował.
Z każdym pocałunkiem kochałam go bardziej. Marcel to jedyny chłopak, którego szczerze pokochałam. Wiem, że zostanie tak już na zawsze.
Kiedy blondyn zaczął rozpinać mi stanik, przeszły mnie ciarki i wszystko wróciło.
- Chyba jednak nie dam rady.- westchnęłam.
- Nie przejmuj się.- przytulił mnie.- Nie musimy się śpieszyć.
- Dziękuję.- pocałowałam go.
- Nie masz za co.- uśmiechnął się i sięgnął po coś do spodni.- Znalazłem go na podłodze, kiedy cię szukałem.- wręczył mi wisiorek.
- Miałam go szukać, no ale…- spuściłam głowę.
- Teraz już wszystko będzie dobrze.- mocniej mnie objął.
- Zapniesz mi?-zapytałam.
Nic nie mówiąc wziął wisiorek i zapiął mi go. Podziękowałam mu z uśmiechem.
- A może wybierzemy się na spacer?- zaproponował.
- A wiesz, ze to jest dobry pomysł. To idę się przebrać.- oznajmiłam i wstałam.
Poszłam do garderoby i przez kolejne kilka minut zastanawiałam się co założyć. Kiedy w końcu się zdecydowałam, gotowa wróciłam do pokoju.
- Idziemy?
- Tak.- wyszczerzyłam się.
~*~
pisałam ten rozdział chyba trzy dni, ale w końcu jest ♥ jakie to wszystko słodkie ;___; muszę im jakoś namieszać, bo nie wyczymię ! xd

STO LAT DLA NASZEGO STARUCHA MARCO ♥
od razu złoże wam życzenia z okazji jutrzejszego dnia dziecka ♥
tradycyjnie: ZDROWIA SZCZĘŚCIA POMARAŃCZY NIECH CI [imię ulub. piłkarza] NAGO TAŃCZY ♥ 

(info, dla tych, którzy czytają mojego bloga z  imaginami. Sorka, że nic nie dodaję, ale nie mogę wejść na tego bloga ;___; ♥)

a na koniec, chciałam wam z całego serducha podziękować za każdy komentarz, który jest dla mnie motyacją, za ponad 30.000 wyświetleń i za to, że w ogóle to czytacie. Jesteście Najlepsze. Każdą z Was bardzo mocno kocham ♥ ;**

niedziela, 26 maja 2013

46. To nie mógł być Marcel. Wiedziałam to.

- Co ty kombinujesz?- zaciekawił się Mats.
- Ja? Nic.- odparłem.
- Jakoś dziwnym przypadkiem nie mogę w to uwierzyć.- zaśmiał się.
- Po prostu chcę pokazać pewnemu koledze, kto tutaj rządzi.- oznajmiłem.
- Niech zgadnę. Tym ''kolegą'' jest Daren, a ty chcesz mu udowodnić, że Heidi to nie jego ''liga''.- stwierdził.
- Dokładnie.
- Naprawdę za nią szalejesz.- poklepał mnie po plecach z uśmiechem.
- I to jak bardzo.
- To leć i pokaż na co cię stać.
Dwa razy nie musiał mi powtarzać. Kilka sekund później byłem obok Zielonej i Darena.
- Wróciłem.
- Bo tak strasznie tęskniliśmy.- powiedział z sarkazmem.
- O sarkaźmie, twoje imię Daren.- odparłem tym samym tonem.
Heidi tylko się zaśmiała. Ją naprawdę to wszystko bawi.
- Wiecie co? ostatnio myślałam nad tatuażem.- oznajmiła.
- A jakim?- moje pytanie wyprzedził Daren.
- one heart, one true love.*- powiedziała patrząc mi w oczy.
Zrozumiałem aluzję i uśmiechnąłem się.
- A gdzie chcesz go zrobić?
- A nie za dużo chciałbyś wiedzieć?- wtrąciłem.
- Idź sprawdź czy cię nie ma w łazience.
- Ale mi pocisnąłeś. Zaraz się popłaczę.
Nasza sarkastyczna wymiana zdań trwała dłuższą chwilę, dopóki Heidi nie postanowiła tego przerwać.
- To wy sobie pogadajcie, a ja idę się napić.- zaśmiała się.
- Siedź przyniosę ci coś.- wyrwał się.
- Nie trzeba.- uśmiechnęła się i wstała.
- Dam ci dobrą radę. Jeśli będziesz chciał ją we wszystkim wyręczać to prędzej cię udusi niż z tobą będzie.- wyśmiałem go.
- I ja mam ci wierzyć?
- Jak wolisz.- wzruszyłem ramionami i ruszyłem w stronę chłopaków.
- Po co mi to mówisz?
- Jeśli mam cię pokonać, to chcę to zrobić uczciwie.- uśmiechnąłem się sztucznie i poszedłem dalej.
- Czyżbyś odpuścił?- zapytał Łukasz.
- Niby czemu?
- Bo jesteś tutaj z nami, a nie z Heidi.- odparł Mats.
- Poszła się napić. Poza tym wiecie jaka ona jest. Gdybym ciągle z nią siedział to mógłbym nie przeżyć.- zaśmiałem się.
- Co racja to racja.- wtrącił Marco.
Około godziny spędziłem z kumplami. Później postanowiłem poszukać mojej dziewczyny. Przeszukałem prawie cały parter, ale nigdzie jej nie było. Trochę zacząłem się denerwować, szczególnie, że Darena też nigdzie nie było.
A co jeśli jednak woli jego i teraz razem gdzieś zniknęli. Co jeśli ona mnie już nie kocha.
Próbowałem wyrzucić te myśli z głowy, ale nie pomogło mi to co zobaczyłem na podłodze. Leżał tam wisiorek, który jej dałem. Podniosłem go i schowałem do kieszeni.
- Co to ma kurwa być?- mruknąłem pod nosem.
Coraz mniej mi się to wszystko podobało.
- Heidi! Jesteś tutaj?!- krzyknąłem, ale nie dostałem żadnej odpowiedzi.
Pocieszałem się tym, że pewnie nie usłyszała przez głośną muzykę. Niestety to mnie nie uspokajało, zacząłem się o nią bać. Zadzwoniłem do Matsa.
- No co jest?
- Widziałeś gdzieś Heidi?
- Nigdzie jej tu nie było, a co?
- A Darena?
- Też nie, Marcel o co chodzi?
- Od dobrych piętnastu minut jej szukam, Daren też zniknął. Moze jestem przewrażliwiony, ale mam złe przeczucia.
- Gdzie jesteś?
- Idę w kierunku jej pokoju. Jeśli ją zobaczysz to powiedz, że jej szukałem.
- Okej.- rozłączył się.
Kiedy byłem kilka metrów od pokoju Zielonej, usłyszałem jakieś krzyki.
- Zabiję go. Tylko ją tknij gnoju.- warknąłem i wbiegłem do pokoju.
To co zobaczyłem wkurwiło mnie jeszcze bardziej. Daren siedział na niej bez koszulki i siłował się ze stanikiem Heidi. Miała zapłakaną twarz.
- Odpierdol się od niej w tej chwili!- wrzasnąłem.
- Spieprzaj.- odparł nie patrząc na mnie.
Podszedłem i przywaliłem mu w twarz. Zachwiał się i spadł z dziewczyny. W tym czasie znalazłem się przy Heidi i przytuliłem ją. Zadzwoniłem do Matsa i kazałem mu tu przyjść. Usiadł z Heidi, a ja zająłem się tamtym chujem.
- Dobrze się to dla ciebie nie skończy.- wysyczałem.
- Jeszcze się okaże.- zaśmiał się i ruszył w moją stronę.
- Nie wstyd ci?- zapytałem unikają ciosu.
- Nie. A gdybyś mi nie przerwał dowiedziałaby się, kto jest prawdziwym mężczyzną.
- Jesteś popierdolony.- kopnąłem go w brzuch.
Odwróciłem się na chwilę, żeby upewnić się czy z Heidi wszystko w porządku. Wtedy Daren to wykorzystał i przywalił mi czymś twardym w plecy.
- Marcel!- usłyszałem zapłakany głos Zielonej.
- Nic mi nie jest.- odparłem powoli się podnosząc.- Wypierdalaj stąd!- krzyknąłem i przywaliłem mu w twarz z całą siłą.
Zatoczył się u upadł. Chwilę później zjawiła się policja. Na szczęście znajomi nie zrobili zbiegowiska. Wszyscy siedzieli na dole i czekali na nasze wyjaśnienia.
- Heidi, jesteś w stanie mi opowiedzieć co się tutaj stało?- zapytała kobieta.
- Pani ją zna?- zaciekawił się Mats.
- Tak, to nasze drugie spotkanie.- oznajmiła.
Chyba każdy zrozumiał iluzję. Ta kobieta zajmowała się Heidi, kiedy wcześniej przytrafiło jej się to samo.
- Pamiętaj, że jeśli chcesz to możemy porozmawiać same.- dodała.
- Chcę, żeby Marcel tu był.- powiedziała cicho.
Mats nie mówiąc nic, przytulił ją i wyszedł.
- Dobrze. To jak to się stało?
- Poszłam do pokoju, żeby zmienić koszulkę, bo Mario niechcący oblał mnie sokiem. Akurat kiedy ściągnęłam mokrą bluzkę ktoś wszedł do pokoju. Byłam przekonana, że to Marcel, więc się nie przejęłam. Daren podszedł do mnie i zaczął wszędzie macać. Wtedy się zorientowałam, że coś mi tu nie gra. To nie mógł być Marcel. Wiedziałam to, bo on się tak nie zachowuje. Kiedy się obróciłam zobaczyłam Darena. Zapytałam się co robi, a on odparł, że zaraz się przekonam, że on jest sto razy lepszy od Marcela. Odsunęłam się, ale nie udało mi się uciec. Szłam tyłem i w pewnym momencie wpadłam na łóżko. Wykorzystał to i na mnie usiadł. Zaczęłam krzyczeć, żeby przestał i mnie zostawił, ale nie reagował. Ściągnął swoją koszulkę i próbował rozpiąć mi stanik. Gdyby nie Marcel nie wiem co by się teraz dziaało.- zakończyła i wtuliła się we mnie.
- Spokojnie kochanie. On za to zapłaci.- pocałowałem ją w czubek głowy.- Chyba będzie lepiej jeśli na dzisiaj skończymy przesłuchanie.
- Też tak sądzę.- zgodziła się ze mną.- Jeśli poczuje się lepiej proszę dać mi znać.- dodała i wyszła.
- Nie płacz, proszę.
- To znowu mi się przytrafiło! Marcel ja nie chcę tak żyć.
- Heidi, jestem przy tobie. Nie bój się.- powiedziałem.
Nie próbowałem nawet jej pocałować czy pogłaskać po plecach, bo wiedziałem, że po czymś takim się obawia. Teraz musiałem przy niej być i pokazać, że zawsze może na mnie liczyć.
~*~
*jedno serce, jedna prawdziwa miłość.

Cały rozdział z perspektywy Marcela ;ooo
Może wam się spodoba ;**
Gdybym miała więcej czasu, byłby dłuższy
mogą być błędy, bo sprawdzałam na szybko ;p
nie udało nam się wygrać LM, ale i tak jestem cholernie dumna z tego co chłopaki osiągnęli ♥

#DANKE ♥ #BVBEchteLiebe ♥


wtorek, 21 maja 2013

45. Tyle, że ten jeden wcale nie musi.

#Heidi
Od razu wskoczyłam na łóżko i zasnęłam. To był ciężki dzień.
Wstałam około dziesiątej. Zjadłam śniadanie i usiadłam przed telewizorem. Dawno już tak nie leniuchowałam. Humor dopisywał mi jak nigdy. Akurat śmiałam się ze sceny teleturnieju, kiedy zadzwonił dzwonek. Wstałam i otworzyłam.
- Hej.- do mieszkania wpadł Daren.
Pocałował mnie w policzek i z gitarą poleciał na kanapę.
- Co ty tu robisz?- zdziwiłam się.
- Mam dla ciebie niespodziankę.- uśmiechnął się.
- Chyba nie chcesz mnie zabić tą gitarą co?- zażartowałam
- Kurde! Zdemaskowałaś mnie!- zaśmiał się.
- A tak na serio? Co to za niespodzianka?
- Usiądź.- poklepał miejsce naprzeciwko siebie.
Lekko zdezorientowana usiadłam i czekałam co zrobi chłopak. Uśmiechnął się do mnie po czym w rytmie granym na gitarze zaczął śpiewać.
- You know you make me complete. My missing puzzle piece...- zakończył.- Heidi, zakochałem się w tobie.- oznajmił tonem, jakby sam w to nie wierzył.
Ja nie wierzyłam. Nie docierało do mnie to co właśnie usłyszałam. Przecież to niemożliwe, żeby tak szybko się we mnie zakochał. Może zauroczył, w co też wątpię, ale na pewno się nie zakochał. Ja jestem tego pewna.
- Daren, ja…- zacięłam się.- Nie mam pojęcia co powiedzieć.
- Nie musisz nic mówić.- odparł i chciał mnie pocałować.
- Nie.- zatrzymałam go dłonią.- Nie! Przecież to się nie uda.
- Dlaczego? Przecież ty jesteś sama, ja też.. nie widzę problemu.
- Otóż to, ja mam chłopaka.- przyznałam.
- Wróciłaś do niego?- zdziwił się.
- To była jedna wielka pomyłka. Ja go kocham najbardziej na świecie. Przykro mi, ze tak wyszło.- spuściłam głowę.- Ale zawsze możemy zostać przyjaciółmi.
- Dobrze.- uśmiechnął się.
- Przecież mówię, ze mi przy… zaraz zaraz. Dobrze?- wytrzeszczyłam oczy.- Jak to?
- Jasne, że mi przykro, ale dam radę.- oznajmił.
- Naprawdę? Nie jesteś na mnie zły?
- Skądże. Jest okej.
- To się cieszę.- uśmiechnęłam się.
- Mogę cię przytulić?- zapytał.
- Jasne. Nie musisz o to pytać.- odparłam i sama go przytuliłam.
- Dzięki.- zaśmiał się.- To ja będę leciał. Zadzwonię, to może razem gdzieś skoczymy.- powiedział i wstał.
W tym samym momencie do domu wszedł Marcel. Spojrzał raz na mnie raz na Darena. Zacisnął szczękę i podszedł do mnie.
- Hej Kochanie.- pocałował mnie i objął w talii.
- To pa.- Daren wziął gitarę i wyszedł.
- A co to było zazdrośniku?- zaśmiałam się.
- Co on tu robił?- zapytał.
- Wpadł na chwilę. Wszystko sobie wyjaśniliśmy, więc nie musisz być zazdrosny.- pocałowałam go w policzek.
- Przy takiej dziewczynie jak ty, każdy facet jest konkurencją.- odparł
- A nie możesz po prostu zrozumieć, że mnie inni faceci nie interesują?
- Skoro tak, to jestem spokojny.- zaśmiał się.
- A tak właściwie to z jakiej okazji wpadłeś?- zaciekawiłam się.
- To musi być okazja, żebym odwiedził swoją dziewczynę?
- No nie, ale myślałam, że masz trening.
- Trenerowi coś wypadło, więc trening się opóźni. A że nie chciało mi się siedzieć w domu to wpadłem.
- To ja może pójdę się w końcu przebrać.- zaśmiałam się.
- W tej piżamie też wyglądasz ślicznie.
- Nie podlizuj się.
Pół godziny później wyglądałam jak normalny człowiek.

- Też się stresujesz?- zapytałam.
- I to jak!- odparła Han.
- Jak myślicie? Wygrają drugi raz z Realem?- zapytała Zuza.
- Jasne, że tak!- krzyknęłam.
Udało się. Chłopaki, a dokładniej Lewy, pokonali Real cztery do jednego. Wszystkie gole zdobył Robert. Takim oto sposobem BVB było o krok od finału na Wembley. Kibice byli szczęśliwi jak nigdy. Jednak to nie zmieniało tego, że Mario od przyszłego sezonu będzie grał dla Bayernu. Kiedy się o tym dowiedziałam, miałam ochotę coś rozwalić. Dlaczego to musiał być akurat Bayern!? Jedyny klub, którego szczerze nie cierpię. No, ale trudno, trzeba to uszanować. Szkoda było mi Marco. Kiedy się o tym dowiedział, kompletnie się rozkleił, zresztą Hannah też.
- No to teraz pasowałoby jakoś oblać zwycięstwo, co?- zaproponowałam.
- Do Heidi!- wrzasnął Hummels.
- Hahahaha, no pewnie.- zaśmiałam się.
- To mu lecimy do sklepu, a wy kierujcie się do Zielonej.- oznajmił Mats.- Marco idziesz z nami?
- No jasne! Jakbym śmiał odmówić!
Poszliśmy do sklepu i oczywiście musieliśmy zaliczyć przypał.
- Reus ty deklu! Po co brałeś tą puszkę?!- darłam się przez śmiech.
- No chciałem sobie pepsi wypić.- odparł.
- No ale żeby z samego środka?! Przecież mogłeś się domyślić, że ta ‘górka’ się rozwali.- oznajmił Mats.
- Pff! Teraz przynajmniej sprzątaczki mają co robić.- wybuchnął śmiechem.
- Ja na serio współczuję twojemu dziecku.- powiedzieliśmy równo.
- No bez przesady. Zobaczycie, ja się zmienię.- oznajmił ‘poważnie’
Spojrzeliśmy na siebie z Matsem, po czym wybuchnęliśmy śmiechem nie do ogarnięcia.
- Jasne, śmiejcie się ze mnie. Oczywiściee.- fochnął się.- Ale pomożesz mi jutro?!- zwrócił się do mnie.
- No jasne blondynko, ze ci pomogę.- dźgnęłam go w bok.
- Kochanie nie wyzywaj mnie od blondynek.
- Nie ma takiej opcji mój ty blond piłkarzyku.
Mats miał z nas bekę na maksa. Wszyscy się gapili, a on się śmiał w najlepsze. Kiedy w końcu dotarliśmy do domu wszyscy już czekali. Nikt nawet nie pytał co tym razem nasza wspaniała trójca uczyniła. Lepiej dla nich.
- Nie obrazisz się, że przyprowadziłem Leah?- nagle znalazł się przy mnie Marcel.
- Jasne, że nie.- uśmiechnęłam się.- A ty nie obrazisz się, ze zaprosiłam Darena?
- Przyznam, że nie skaczę z radości, ale ufam ci.- pocałował mnie.
- Kocham Cię.- przytuliłam go
- Ja też Misiek.- odparł.- Co powiesz na wakacje po Wembley?
- Jeszcze się nie dostaliście.- sprowadziłam go na ziemię.
- Ale jesteśmy coraz bliżej.- puścił mi oczko.
- No dobra. A gdzie się wybierzemy?
- Wszystko ustalimy po imprezie, co ty na to?
- Jestem za.- pocałowałam go w policzek i ruszyłam do reszty.

#Marcel.
Naprawdę nie podoba mi się ten cały Daren. Może i jestem zazdrosny, no ale nie mogę kolejny raz jej stracić, już i tak za dużo razy to zrobiłem. Nie mogłem patrzeć jak podchodzi do niego i przytula.
- Chyba serio jestem zazdrosny.- powiedziałem do Matsa.
- Nie masz o co. Przecież ona świata poza tobą nie widzi.- odparł i pomachał w stronę Heidi, która akurat na nas spojrzała.
- Wiem, ale ten koleś nie daje mi spokoju. Jakoś go nie trawię.
- To oczywiste, ale powinieneś trochę odpuścić.
- Może i masz rację.
- Może?! Czy ja się kiedyś myliłem?!- oburzył się.
- Naprawdę mam ci wyliczać?- zaśmiałem się.
- Dobra, dobra. Kumam aluzję.- poklepał mnie po ramieniu i odszedł.
Długo nie byłem sam, bo towarzystwa postanowił mi dotrzymać nowy przyjaciel mojej Heidi.
- Daren.- wyciągnął dłoń.
- Marcel.- niechętnie ją chwyciłem.
- Więc to ty jesteś tym chłopakiem Heidi?
- Jeśli dobrze pamiętam.- starałem się być miły.
- Szczerze? To sądzę, że na nią nie zasługujesz.- powiedział i napił się kolejnego łyka drinka.
- Bardzo się tym przejąłem. Naprawdę.- odparłem z sarkazmem.
- A powinieneś. Nie sądzisz, że ona się przez ciebie już wystarczająco nacierpiała?
- A nie sądzisz, ze to nie twoja sprawa i powinieneś się odwalić dopóki jestem miły?
- Tu cię zmartwię. Nie zamierzam się ‘odwalić’. Nie dam ci tej satysfakcji. Zobaczysz, ze jeszcze cię dla mnie zostawi.
- To powodzenia życzę.- wysyczałem.
- Hej chłopaki.-przyszła Heidi.
- Hej kochanie.- pocałowałem ją.
Długo i namiętnie, specjalnie przy nowym koledze.
- Jak tam się bawicie?
- Świetnie.- spojrzałem zwycięsko na Darena.
- Dokładnie.- powiedział.- Zatańczysz?
- Jasne.- odparła z uśmiechem.
Chłopak rzucił mi triumfalne spojrzenie i poszedł z moją dziewczyną na parkiet.
- Chcesz wojny? To będziesz ją miał.- mruknąłem i skończyłem piwo.
Ruszyłem w stronę Heidi i jego.
- Odbijany.- uśmiechnąłem się sztucznie i porwałem Heidi.
- Albo mi się zdaje, albo wyczuwam jakieś napięcie między wami.
- A nie chciałabyś, żeby dwóch facetów się o ciebie biło?- obróciłem ją.
- Tyle, że ten jeden wcale nie musi.- pocałowała mnie.
- Ale chce pokazać temu drugiemu, że nie ma tu czego szukać.- oznajmiłem.
- Jesteś niemożliwy.- zaśmiała się.
- Też Cię Kocham.- uśmiechnąłem się.
- Pomyślałem, że będzie ci się chciało pić od tych jego obrotów.- nagle wyrósł przy nas Daren ze szklanką w ręce.
- Dzięki.- wzięła napój.
- No to zaczynamy zabawę.- pomyślałem z uśmiechem.
~*~
Oł je bejbe *.* Za cztery dni Wembley ♥.♥
Następny rozdział nie będzie wcześniej niż w weekend, bo jadę na wycieczkę jutro ;'''3
Mam nadzieję, że się podoba bla bla bla ...

Marcel zabijasz ♥.♥ kjcvbdsgubsdndbhd suihinsvdusbi *.* *o*

środa, 15 maja 2013

44. Naprawdę jest chory psychicznie. Nie raz się o tym przekonasz.

- Dziewczyny jesteście tam?- usłyszałyśmy Marco.
- Heidi! Hannah!- krzyknął Marcel.
- O kurwa. Co teraz?- spojrzałam na przyjaciółkę.
- Musimy zejść. Schowamy testy, a jak spławimy chłopaków to wrócimy.- odparła.
- Dobra.- zgodziłam się.- Już idziemy!- krzyknęłam.
Zeszłyśmy na dół. Wiecie pozorny uśmieszek i takie tam.
- A wy nie na treningu?- zapytała Han.
- Przecież dzisiaj mamy wolne. Mówiłem ci wczoraj o tym.- zaśmiał się Marco.
Zgromiłam ją wzrokiem. Jak ona mogła zapomnieć? Przecież to było oczywiste, że jeśli nie mają treningu to zjawią się u nas.
- Jakoś wyleciało mi z głowy.- odparła.
- To co robimy? Idziemy gdzieś na miasto?- zapytał Marcel.
- eeem, no bo myyy musimy iść... dzisiaj zanieść materiały do pracy!- wymyśliłam.
To nie było aż takie wielkie kłamstwo, bo musiałyśmy iść do szefa, tylko, że jutro.
- A nie możecie iść później? Nie często się zdarza, że mamy wolny dzień.
- Marco nie marudź. Nie chcemy stracić pracy, którą ledwo dostałyśmy.
- No Heidiiii! Kochanie!- zaczął się śmiać.
- Ty mi tu nie wyjeżdżaj z kochaniem do mojej dziewczyny.- odezwał się Marcel.
- Dobra. Mamy tam być na szesnastą, więc możecie tu jeszcze trzy godziny posiedzieć.- oznajmiła Hannah.
- Przepraszamy na chwilę.- powiedziałam i porwałam przyjaciółkę do kuchni.- Co ty robisz?
- Musimy wyglądać naturalnie. Przecież im nie powiem, że nie mogą tu być, bo chcemy sprawdzić, czy któraś z nas nie zaciążyła. Pójdą sobie i po sprawie.
Wróciłyśmy do chłopaków i w miarę możliwości zachowywałyśmy się normalnie.

- A może was odprowadzimy? A jak wrócicie to wyskoczymy do kina.
- Nie no,  Marcel nie ma potrzeby. Poza tym to może trochę potrwać, bo zdjęcia będą dokładnie sprawdzane i w ogóle.
- No trudno. To my się będziemy zbierać, bo już po piętnastej.
- Najwyżej jeśli wrócimy o przyzwoitej godzinie zadzwonimy do was.
- Okej, to pa.- pożegnali się i wyszli.
- Na górę.- oznajmiłam.
Po długim przekonywaniu Han, że wszystko będzie dobrze, w końcu zrobiła test.
- O kurwa.- szczęka mi opadła.
- Dokładnie.- przyjaciółka zgodziła się ze mną- Co teraz?- zapytała.
- Chyba musimy zadzwonić po niego zadzwonić powinien wiedzieć.- głos mi zadrżał.
- Jesteś pewna? Bo ja nie.
- Będzie okej. Na pewno będzie okej.- wmawiałam sobie.
- Ty dzwonisz.- oznajmiła siadając.
- Ja? Dlaczego ja?
- Ponieważ ja tak mówię.- zgromiła mnie wzrokiem.
- Miło.- podsumowałam i wybrałam numer.- Halo? No hej. E, mam do ciebie sprawę. Mógłbyś przyjechać? Tak, to dość ważne, właściwie bardzo ważne. Co się stało? To nie jest rozmowa na telefon. Okej to czekamy.- rozłączyłam się.
- I jak?
- Za pół godziny będzie.
Siedziałyśmy na kanapie i czekałyśmy, aż przyszły ojciec się zjawi.
- Hannah, ty płaczesz? Kochanie co się stało?- Marco od razu podbiegł do szatynki.
- To może ja was zostawię?
- Nie proszę nie idź.- złapała mnie za rękę.
- O co chodzi?- zapytał.
- Powiem prosto z mostu i mam nadzieję, że jakoś to będzie.- zaczęła.- Marco... Ja jestem w ciąży.
Chłopak patrzył raz na Han raz na mnie z nadzieją,że w końcu któraś z nas powie mu, że to żart. Niestety tak nie będzie. W pewnym momencie zrobił coś czego w życiu bym się po nim nie spodziewała. Po prostu wstał i wyszedł. Hannah się załamała i wpadła w ryk a ja nie wiedziałam co robić.
- Pogadam z nim.- oznajmiłam i przytuliłam przyjaciółkę.
- Dziękuję ci.- uśmiechnęła się.
- Trzymaj kciuki.- powiedziałam wychodząc.
W oddali zobaczyłam sylwetkę chłopaka. Zaczęłam za nim biec i wołać go. Nie reagował.
- Marco do jasnej cholery zatrzymaj się!!- wrzasnęłam.
Zatrzymał się, ale nawet na mnie nie spojrzał. Dobiegłam do niego i ledwo dysząc chciałam zacząć wykład.
- Ty płaczesz?- wytrzeszczyłam oczy.- Dlaczego wybiegłeś?- zapytałam, bo nie odpowiadał.
Nic nie mówiąc mocno mnie przytulił. Byłam zszokowana, ale starałam się jakoś pomóc. Usiedliśmy w ciszy na najbliższej ławce.
- Ja nie dam rady.- blondyn w końcu się odezwał.
- Marco dasz radę. Nawet mi nie wmawiaj, ze będzie inaczej. Ja wiem, że Hannah może na ciebie zawsze liczyć i ty też o tym dobrze wiesz.
- Tak myślisz?
- Czy ty mnie słuchasz?! Ja to wiem! Będziecie najlepszymi rodzicami na świecie dla tego maleństwa. Uwierz mi.- przytuliłam go.
- Dzięki Heidi.- uśmiechnął się.
- A teraz z powrotem poproszę tego nieobliczalnego i szalonego chłopaka, którego pokochałam jak brata!
Zaśmialiśmy się i razem ruszyliśmy w stronę domu Han.
- Wiesz teraz pasowałoby jakieś zaręczyny zorganizować.- dźgnęłam go w bok.
- No pasowałoby.- zaśmiał się.- Ja myślisz co by jej się spodobało?
- Znając ją, to wystarczy pierścionek i to że będziesz obok.- oznajmiłam.
- Tylko tyle?- zdziwił się.
- Ona nie jest mną, więc tak.- zaśmiałam się.
- To chyba już mam pomysł.- oświadczył.
Spojrzałam na niego pytająco, a;e się tym nie przejął.
- No powiedz mi!- krzyknęłam.
- Toma być niespodzianka, więc nie mogę ci powiedzieć. Bo to jest oczywiste, że jeśli ty byś się dowiedziała, to wszyscy by wiedzieli, a w szczególności Han.- zaśmiał się.
- Dobra.- mruknęłam.- Będziesz coś chciał.
- Oj no kochanie nie złość się!- udał smutnego.
- Chłopcze lepiej się postaraj, bo stracisz swoją ukochaną.- wtrąciła się jakaś starsza pani.
Kiedy tylko przeszła wybuchnęliśmy śmiechem. Nie mogłam się opanować. Że niby ja miałabym być z Reusem?! Dobre żarty.
- Patrz kogo wspaniała Heidi ci sprowadziła!- krzyknęłam wchodząc do domu.
Ruchem ręki pogoniłam blondyna, który nagle zrobił się nieśmiały.
Wyszedł przede mnie i głupio gapił się na szatynkę.
- Dobra pomogę wam trochę. Hannah musisz mu wybaczyć. On się popłakał!- wczuwałam się.
- Naprawdę?- zdziwiła się.
- Tutaj moja praca się kończy. Będę u siebie Misiaki moje!- krzyknęłam i poszłam do siebie.

#Hannah
- Tak to prawda.- przyznał.
- Ale dlaczego?
- Nie wiem.- zaśmiał się.- Z jednej strony bałem się, że nie dam rady. Że nie będę dobrym ojcem dla tego dziecka, a z drugiej cieszyłem się jak głupi.
Wstałam i ze łzami w oczach przytuliłam go.
- Nie zostawisz mnie, prawda?- zapytałam.
- Nigdy w życiu. Jesteście teraz dla mnie najważniejsi.- pocałował mnie w czoło.
- Kocham Cie Marco.- pocałowałam go.
- Ja ciebie też myszko.- uśmiechnął się.- To jak, wolisz chłopczyka czy dziewczynkę?
- Obojętnie, ważne żeby było zdrowe.
- Fajnie, ze oboje chcemy chłopczyka.- zaśmiał się.
Pokręciłam z politowaniem głową i złapałam się za brzuch.
- Oj malutki, twój tata naprawdę jest chory psychicznie. Nie raz się o tym przekonasz.
- Ej! Nie nastawiaj dziecka przeciwko mnie.- zaczął się śmiać.
- Nie przesadzajmy, ja je tylko ostrzegam Kochanie.- uśmiechnęłam się słodko.
- Tak to się teraz nazywa. Marco Juniorze nie słuchaj mamy.
- Na serio? Marco Junior?- popatrzyłam na niego jak na idiotę.
- Przecież Marco to bardzo ładne imię! A ze dziwnym przypadkiem ja mam tak wspaniałe imię to on będzie Junior.- wytłumaczył.
- Właśnie o tym ci przed chwilą wspominałam.- zwróciłam się do brzucha.- Porozmawiamy o imieniu jak już będziemy znali płeć.- zarządziłam.
- Ja wiem, że Marco Junior ci się podoba. Tylko musisz to do siebie dopuścić.- wmawiał mi.
- Na pewno masz rację. Z pewnością tak jest.- odparłam.
~*~
Trochę krótki, ale nie mam na razie pomysłu na dalszą część ;p
Wiem, że się naczekaliście i strasznie was za to przepraszam ♥♥♥ Kocham was i mam nadzieje, ze mi wybaczycie Misiaki ♥

Ogólnie to się jaram bo ROOM 94 będzie w Łodzi! jdbiudwbviudwvb *.*